Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia odroczył do 11 czerwca posiedzenie w sprawie wniosku obrońcy o umorzenie postępowania wobec byłego funkcjonariusza policji Sebastiana S. Miał on niezasadnie użyć gazu pieprzowego w stosunku do Magdaleny Biejat.
Akt oskarżenia i okoliczności incydentu z posłanką Biejat
Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu w grudniu 2025 r. Sebastian S. został oskarżony o to, że 18 listopada 2020 r. na Placu Powstańców Warszawy w Warszawie, jako funkcjonariusz policji oddelegowany do zabezpieczania manifestacji Warszawskiego Strajku Kobiet, podczas czynności służbowych przekroczył swoje uprawnienia, używając w kierunku ówczesnej posłanki na Sejm RP Magdaleny Biejat gazu pieprzowego. Policjant miał prysnąć jej w twarz z odległości mniejszej niż dwa metry.
W piątek w Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia miało się odbyć posiedzenie dotyczące wniosku obrońcy o umorzenie postępowania wobec byłego funkcjonariusza policji. Z uwagi jednak na wniosek pełnomocnika Magdaleny Biejat, dotyczący tego, że część akt sprawy objęta jest klauzulą niejawności, a w związku z tym zachodzi konieczność korzystania z sali, na której można odwoływać się do materiałów niejawnych, sąd postanowił odroczyć posiedzenie do 11 czerwca.
Wcześniej podczas konferencji Magdalena Biejat wskazywała, że funkcjonariusz, który użył wobec niej gazu, naruszył jej immunitet i podstawowe zasady państwa prawa.
– Prokuratura dwukrotnie umarzała śledztwo. Trwało to ponad pięć lat, ale wreszcie jesteśmy tutaj, wreszcie idziemy do sądu, wreszcie, mam nadzieję, uda się zawalczyć – mówiła wicemarszałek Senatu.
Pełnomocnik Magdaleny Biejat adwokat Artur Kula podkreślił z kolei, że w tej sprawie skupiamy się na przepisach prawa polskiego.
– Mają tutaj miejsce także standardy wynikające z Europejskiej konwencji praw człowieka, kwestii zakazu tortur czy nieludzkiego traktowania, bo w tej kategorii należy patrzeć na przemoc policyjną – zaznaczył mec. Kula.
Śledztwo w tej sprawie zostało zainicjowane zawiadomieniem z 23 listopada 2020 r. złożonym przez Magdalenę Biejat. Uczestniczyła ona w manifestacji w ramach interwencji poselskiej, tj. w czasie i w związku z pełnieniem przez nią obowiązków służbowych jako posłanki. Podczas manifestacji dochodziło do przepychanek ze służbami porządkowymi. Nieumundurowani policjanci wyciągali z tłumu protestujących uczestników pokojowego zgromadzenia.
Jak informowała Prokuratura Okręgowa w Warszawie, posłanka Magdalena Biejat próbowała interweniować, wzywając do zaprzestania niezasadnego użycia przemocy, trzymając na wysokości twarzy legitymację poselską. Wówczas jeden z nieumundurowanych policjantów prysnął w jej twarz gazem pieprzowym, a następnie ukrył się za szpalerem umundurowanych funkcjonariuszy.
W trakcie śledztwa przesłuchano posłankę Biejat i policjantów uczestniczących w tym wydarzeniu, a także poddano analizie dostępny materiał wideo oraz uzyskano opinię z zakresu fonoskopii i antropologii.
„Dzięki powyższym czynnościom procesowym wytypowano prawdopodobnego sprawcę, jednakże zarówno początkowa opinia z zakresu antropologii, jak i rozpoznanie przez świadka nie nosiły znamion kategoryczności, a tożsamość sprawcy nie została ustalona w sposób niebudzący wątpliwości” – przekazywała prokuratura.
Śledczy zasięgnęli opinii kolejnego biegłego, który stwierdził, z bardzo wysokim prawdopodobieństwem, że osoba, która użyła gazu, to Sebastian S. Zasięgnęli także opinii biegłego z zakresu taktyki i techniki interwencji policyjnej.
Ich zdaniem użycie gazu było niezasadne i nieadekwatne do poziomu zagrożenia i stanowiło zbyt drastyczny środek przymusu. Biegły stwierdził również, że użycie gazu wobec posłanki Biejat było niezgodne z zasadami przewidzianymi w przepisach ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej.
Zarzuty wobec Sebastiana S. i możliwa kara
Zachowanie funkcjonariusza było również niezgodne i niezasadne w kontekście ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora.
Przesłuchany w charakterze podejrzanego Sebastian S. nie przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień. Mężczyzna nie był wcześniej karany sądownie, aktualnie jest emerytem. Grozi mu kara do 10 lat więzienia. (PAP)
akuz/ kj/ joz/
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu