Złożona przez PiS obietnica przyznawania 500 zł na drugie i kolejne dziecko bez względu na wysokość dochodu rozpala wielkie emocje wśród rodziców.
Pojawiają się już nawet poradniki, gdzie i jak można składać wnioski o przyznanie świadczeń. Budzi to moje zdziwienie, a nawet lekkie rozbawienie, bo cały czas mówimy o projekcie, który powstał na potrzeby kampanii wyborczej. A takie projekty mają to do siebie, że można w nich zapisać wszystko. Natomiast ich realizacja to już zupełnie inna historia – nikt na obecnym etapie nie może zagwarantować i stuprocentowo powiedzieć, od kiedy rodzice otrzymają 500 zł na dziecko i czy na pewno tyle będzie wynosić nowe świadczenie. Dlatego rodzice muszą się uzbroić w cierpliwość.
Tym bardziej że abstrahując od licznych głosów krytycznych co do sensowności samej obietnicy i dyskusji, czy państwo stać na tak szeroki gest finansowego wsparcia dla rodziców, mam nadzieję, że mimo wszystko prace nad nim będą prowadzone bez pośpiechu. Z pewnością towarzyszył on bowiem tworzeniu projektu. Wyraźnie wskazują na to liczne niejasności i sprzeczności zawarte w jego treści. Autorzy projektu nie zgrzeszyli zresztą zbytnią oryginalnością i postanowili wykorzystać ustawę o świadczeniach rodzinnych jako wzór do napisania swojej ustawy, po prostu zapożyczając z niej znaczną część regulacji. Szkoda, że jednocześnie nie zauważyli, iż na ostatnim etapie prac parlamentu wprowadzone zostały do niej znaczne zmiany. A ich uwzględnienie również w PiS-owskim projekcie mogłoby mu wyjść tylko na dobre.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.