Zabrać, uciąć, zlikwidować – im bardziej blaknie zieleń wyspy, na której żyjemy, tym głośniejsze stają się postulaty, aby siekiera wolnego rynku ukróciła przywileje, czyli szczególne uprawnienia pracownicze różnych grup zawodowych. Ostatnio oberwało się kolejarzom, którzy strajkowali w obronie prawa do ulgowych przejazdów pociągami. Za chwilę przyjdzie czas na górników, energetyków, urzędników, policjantów, sędziów, rolników. Bo im bardziej kasa pustoszeje, tym większa pokusa, aby zaoszczędzić na tym, co wcześniej się podarowało.
Jak zwykle przy tej okazji pojawią się argumenty, że przywileje to wymysł PRL, że ich skasowanie będzie aktem sprawiedliwości społecznej i dopasuje nasz rynek do gospodarki wolnorynkowej.
Stara historia
Tyle że to właśnie te argumenty można porównać do PRL-owskiej agitki (sprawiedliwość społeczna, równość wszystkich poprzez zabranie tym, którzy coś mają). A przywileje pracownicze i branżowe były, są i będą, zarówno w Polsce, jak i w innych krajach. Stanowią naturalne narzędzie prowadzenia polityki kadrowej, finansowej i gospodarczej przez właściciela – firmę prywatną lub państwo. Jednak jak to z narzędziami bywa, niektóre się zużywają i ich stosowanie przestaje być opłacalne. I trudno je wycofać, nawet jeśli robi się to po to, żeby wprowadzić nowe.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.