Europejskie urzędy ochrony konkurencji w ostatnich miesiącach coraz częściej zajmują się… polityką kadrową firm. Czy to nowy trend w egzekwowaniu prawa antymonopolowego?
Tak, zdecydowanie . Przez długi czas przedsiębiorcy, a zwłaszcza działy HR, nie łączyli ryzyk antymonopolowych z polityką zatrudnienia. Tymczasem Komisja Europejska i krajowe urzędy, jak choćby polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, coraz uważniej przyglądają się zmowom na rynku pracy. Przykładem mogą być tzw. no-poach agreements, czyli porozumienia między firmami o niezatrudnianiu sobie nawzajem pracowników. Takie „dżentelmeńskie układy” mogą stanowić poważne naruszenie prawa konkurencji, a ich konsekwencją bywają wielomilionowe kary.
Co konkretnie oznaczają „no-poach agreements”?
To nieformalne lub formalne ustalenia między firmami, że nie będą one wzajemnie rekrutować swoich pracowników – ani aktywnie, np. poprzez headhunting, ani pasywnie, czyli nawet jeśli kandydat sam zgłosi się z aplikacją. Mogą one prowadzić m.in. do sztucznego zamrożenia wynagrodzeń czy ograniczenia mobilności zawodowej. Dlatego Komisja Europejska oraz krajowe urzędy traktują je analogicznie do karteli cenowych, jako praktyki naruszające art. 101 Traktatu o funkcjonowaniu UE oraz krajowe przepisy antymonopolowe. W ubiegłym roku UOKiK wszczął postępowanie w sprawie takich porozumień m.in. wobec Jeronimo Martins Polska, Dino Polska oraz kilku firm transportowych.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.