Ministerstwo Zdrowia zgadza się na sprowadzenie leku z kraju unijnego, ale nie na jego zrefundowanie. W ten sposób teoretycznie trzyma się przepisów. Gdy dochodzi do sfinansowania preparatu, tłumaczy, że dany lek jest zarejestrowany w UE. Zatem i w Polsce jest dostępny. Problem w tym, że nie jest. Bo nie ma za sobą wszystkich procedur dopuszczających na nasz rynek.
Chodzi o sytuację, kiedy dla chorego nie ma leków w kraju, a zgodnie z wiedzą medyczną są one pacjentowi potrzebne. Co z kolei oznacza, że resort zdrowia ma obowiązek je choremu zapewnić. W teorii. W praktyce ministerstwo czyni tak tylko w wybranych sytuacjach. Z danych bowiem wynika, że w roku 2012 wydało 23 tys. zgód na sprowadzenie leków, jednak zaledwie w 5,2 tys. przypadków były one refundowane. W następnym roku zgód było jeszcze mniej: bo 20,5 tys. zezwoleń na import i o 200 zgód mniej na finansowanie. Do września tego roku z 3,7 tys. leków, które mogą być przywiezione z zagranicy, tylko jedna czwarta, bo 3,7 tys., została opłacona przez resort.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.