LOT czeka sądowa batalia z doradczo-audytorskim gigantem Ernst & Young, który domaga się pieniędzy za przygotowanie programu restrukturyzacji spółki. Przegrana grozi wypłatą 4,4 mln zł i wysokimi kosztami sądowymi. Dziś rada nadzorcza zajmie się umowami z firmami zewnętrznymi zawartymi przez zarząd pod kierownictwem Sebastiana Mikosza
Polski i brytyjski oddział E&EY oraz wynajęty przez nie ekspert Cor Vrieswijk nie otrzymali w całości wynagrodzenia za zamówione usługi. Narodowa linia nie tylko nie zamierza płacić, ale chce, żeby E&EY zapłaciło za przygotowanie planu przez PwC, który wszedł na jego miejsce. Linia domaga się 6,5 mln zł, a E&EY w odpowiedzi na pozew LOT-u żąda wynagrodzenia i zwrotu kosztów w łącznej kwocie 4,4 mln zł. Zapowiada się długa i skomplikowana sprawa. Akta już liczą 75 tomów. 10 kwietnia 2014 r. obie firmy spotkają się w sądzie.
Jak tłumaczy Barbara Pijanowska-Kuras, rzecznik prasowy PLL LOT, pozew o zapłatę od E&EY obejmuje żądanie wyrównania szkody, którą LOT poniósł, gdyż po porzuceniu projektu przez E&EY musiał zatrudnić innego doradcę. Terminy na przełomie 2012 i 2013 r. były zaś dla spółki bardzo napięte. Po otrzymaniu pierwszej transzy pomocy publicznej LOT miał obowiązek przekazać w marcu do MSP plan restrukturyzacji, a do 20 czerwca złożyć go w Komisji Europejskiej. Już w listopadzie 2012 r. Lot wybrał więc konsorcjum polsko-brytyjskie E&Y, które miało go wspierać w uzyskaniu pomocy publicznej. A potem także w stworzeniu programu restrukturyzacji, który pozwoliłby zaakceptować wsparcie budżetowe przez Komisję Europejską.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.