Autopromocja

Bąk: Toyota C-HR. Zaskoczyłaś mnie bardziej niż Adrian

Łukasz Bąk
Łukasz BąkDGP
28 lipca 2017

Znacie pewnie to uczucie, gdy spodziewacie się po kimś lub po czymś jednego, a otrzymujecie drugie. Nazywa się to zaskoczeniem. Czasami dużym. Weźmy pana prezydenta – przez dwa lata robił wszystko, aby przekonać nas, że jest jedynie cienkoPiSem prezesa. Aż tu nagle postanowił zaskoczyć całą Polskę – postawił się Jarkowi i zawetował kontrowersyjne ustawy o SN i KRS. Dosłownie w jednej sekundzie połowa kraju dała mu kredyt zaufania i znowu zaczęła nazywać go Andrzejem. W „Uchu Prezesa” już się zastanawiają, czy czasem nie powinni wpuścić Jędrka do gabinetu Jarka.

To oczywiście zaskoczenie z rodzaju tych przyjemnych, a przynajmniej pozytywnych. Ale bywają też negatywne. A poziom rozczarowania jest tym większy, im większe mieliście oczekiwania. Na przykład jakiś czas temu dane mi było spróbować jedzenia w restauracji szczycącej się trzema gwiazdkami Michelin. Pewnie wiecie, że trzy gwiazdki Michelin są dla knajpy tym, czym cztery dla żołnierza – szczytem marzeń i chlubą. Nie można ich kupić, trzeba na nie ciężko pracować i to przez długie lata. Szef takiej restauracji nie jest kucharzem. To artysta, dla którego sztalugą jest patelnia, płótnem talerz, a farby to produkty spożywcze, których nazw przeciętny zjadacz chleba nawet nie jest w stanie wymówić. Spodziewałem się więc, że jedzenie, które powstaje w takiej knajpie, jest wyjątkowe do tego stopnia, że jeszcze dziesięć lat po wstaniu od stołu wasze kubki smakowe będą potrafiły przypomnieć receptorom w mózgu tamtą ucztę.

Cóż... zapamiętałem jedynie, że wstałem od stołu strasznie głodny i natychmiast po opuszczeniu restauracji rozpocząłem poszukiwania fast fooda. Przez dwie godziny zdążono nam zaserwować sześć dań, ale każde miało rozmiar porcji śniadaniowej dla chomika. Żeby dodatkowo podkreślić ich mikroskopijność, umieszczono je na talerzach o średnicy pierścienia Saturna. Jeśli zaś chodzi o sam smak, to jakoś od kawałka ryby obsypanego kwiatami maku i suszoną truflą wolę męską porcję prostego średnio wysmażonego soczystego steka posypanego zwykłą solą. Po prostu wychodzę z założenia, że tak jak filmy służą do oglądania, muzyka do słuchania, a książki do czytania, tak jedzenie powinno służyć do jedzenia. Tymczasem najdroższe knajpy serwują je w taki sposób, że świetnie wygląda, ale nie jest w stanie was nasycić. Innymi słowy, płacicie 100 euro nie za jedzenie, ale za możliwość zrobienia mu zdjęcia i wrzucenia go na Facebooka.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.