- Publiczny transport zbiorowy w Polsce w znacznym stopniu nie wypełnia swojej roli. Chcemy to zmienić - mówi Jerzy Szmit.
Trzeba zacząć od tego, że publiczny transport zbiorowy w Polsce dziś w znacznym stopniu nie wypełnia swojej roli, powstają obszary wykluczenia. Przybywa białych plam – miejsc, do których komunikacja nie dociera. Przewoźnicy koncentrują się przede wszystkim na liniach wysokodochodowych i na nich walczą o pasażera, nie biorą pod uwagę linii, które są mało dochodowe albo wręcz deficytowe. By zmienić tę sytuację, w grudniu ubiegłego roku powołaliśmy w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa zespół, którego zadaniem jest opracowanie nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. W jego skład wchodzą przewoźnicy oraz przedstawiciele samorządów i resortu. Nasz projekt, który był podstawą do debaty, spotkał się ze sprzeciwem, z wyjątkiem części środowiska przewoźników. W szczególności projekt był obiektem krytyki ze strony samorządów. Podnosiły one, że ciężar zapewnienia transportu w miejscach, w których przewoźnicy komercyjni nie są zainteresowani realizowaniem kursów, spadnie na stronę publiczną. Przyjęcie takiego rozwiązania powiększyłoby liczbę białych plam. A chodzi o obszary biedniejsze, słabiej zaludnione, gdzie dominują ludzie starsi i to oni byliby najbardziej poszkodowani. Musimy pamiętać, że pasażer jest najważniejszy.
To jest wstępny pomysł, który poddaliśmy pod dyskusję w ramach prac zespołu. Chcemy problem rozwiązać tworząc tzw. pakiety transportowe. Każdy organizator transportu – czy będzie to gmina, czy powiat, jest to jeszcze otwartą kwestią – będzie zobowiązany do opracowania planu transportowego. Nie tak rozbudowanego, jak w obowiązującej ustawie. Ma on zawierać tylko podstawowe informacje o liczbie pasażerów na poszczególnych trasach. Następnie chcemy, by samorządy łączyły linie przynoszące dochód z tymi, które są deficytowe, w pakiety. I na ich obsługę poszczególne jednostki samorządu terytorialnego będą udzielać zamówienia. Ma to zapewnić przede wszystkim likwidację białych plam, ale też dobre warunki pracy dla dziś funkcjonujących firm. Tak będzie, jeśli w ramach pakietów przewoźnicy będą zawierać z samorządami umowy np. na pięć lat. To jest dobra perspektywa dla przedsiębiorców. Mamy też nadzieję na łączenie przedsiębiorców, którzy będą obsługiwali dane linie. Nowe firmy też muszą mieć możliwość wchodzenia na rynek.
Mniej więcej tak. Nigdy nie było deklaracji, że pojawią się nowe publiczne pieniądze na wspieranie transportu. Tworzymy dla samorządu możliwość realnego układania komunikacji zbiorowej, tak by przedsiębiorcy mieli więcej pracy, a mieszkańcy więcej połączeń. Musimy znaleźć równowagę w tym trójkącie.
Na pewno cena biletów musi być jednym z kryteriów wyboru oferenta.
Obecnie samorządy mają dobrą orientację, jeśli chodzi o koszty wykonywania transportu. Parametry cenowe można opisać, ich zmiany też. Jeśli ktoś tego nie będzie przestrzegał, to powinien ponosić konsekwencje, istotne jest tu egzekwowanie kar, włącznie z rozwiązaniem umowy.
Być może trzeba będzie w ustawie zastrzec dopuszczalną wielkość pakietów, tak aby o ich obsługę mogła się starać jak najliczniejsza grupa firm transportowych i aby nie zamykać rynku. Myślę, że nie powinny to być zamówienia na obsługę komunikacyjną np. całego powiatu.
Ale trzeba też pamiętać, że niekoniecznie samorządy będą chciały pójść po linii najmniejszego oporu i łączyć wszystko w jedno duże zamówienie. Samorząd jest ciałem demokratycznym i trudno się spodziewać, że zorganizuje publiczny transport u siebie w taki sposób, że lokalne małe firmy zostaną wyparte. To rozwiązanie poszerzy rynek, bo trzeba będzie obsługiwać większy obszar i przewozić więcej ludzi. Dzięki temu, że będzie więcej tras i połączeń, przedsiębiorcy będą więcej jeździć. Mam nadzieję, że przedsiębiorcy będą się konsolidować. Są takie obszary, które są zdominowane przez lokalnych przewoźników komercyjnych i nikt ich nie zastąpi.
To jest ważny aspekt, ale myślę, że możemy sobie wyobrazić takie mechanizmy, które będą przeciwdziałać nadużywaniu takich praktyk. Nie chcemy wprowadzać gwałtownych zmian, wywoływać rewolucji. Nie chodzi nam o sztuczne, administracyjne rugowanie z rynku. Polska jest bardzo zróżnicowana, jeśli chodzi o transport zbiorowy. Zupełnie inaczej wygląda on w Małopolsce czy na Podkarpaciu, a inaczej w Polsce północnej, gdzie często te komercyjne firmy mają kruche podstawy do funkcjonowania. Musimy to wszystko uwzględnić, zdajemy sobie sprawę, że to trudna ustawa, dlatego pracujemy nad nią i dyskutujemy także nad zagrożeniami.
Ceny na rynku są określone. Wiemy, ile kosztują przewozy, które pozwalają funkcjonować firmom, i samorządy również to wiedzą. W przypadku stosowania rażąco niskich cen, takie oferty nie będą brane pod uwagę.
Dlatego trzeba wziąć pod uwagę takie zagrożenie i rozmawiać również o słabych stronach propozycji. Ale też nie możemy konserwować stanu, w którym na atrakcyjnych komercyjnie trasach toczy się wojna między przewoźnikami, białe plamy się powiększają, a samorząd nie ma na to żadnego wpływu.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu