Stanisław Koczot: Każdy kraj ma jakiś margines błędu. Nasz jest minimalny

Stanisław Koczot, zastępca kierownika działu rynki i finanse
Stanisław Koczot, zastępca kierownika działu rynki i finanseDGP
17 listopada 2010

Z pozoru polski rząd nie popełnił błędu, bo w okresie największego zamętu na światowych rynkach de facto niewiele zrobił. Problem polega na tym, że bezczynność także jest błędem. I to poważnym

Margines błędu to jedno z najważniejszych kryteriów w geopolityce. Stosuje się go po to, by określić, na jak dużo pomyłek kraj może sobie pozwolić, by ich popełnienie nie zakończyło się katastrofą. Im silniejsze państwo i im mniej zagrożeń, tym margines jest większy.

Ogromny margines błędu mają Stany Zjednoczone, bardzo niewielki – na przykład Izrael. George Friedman, założyciel i szef Stratforu – agencji zajmującej się wywiadem i konstruowaniem prognoz geopolitycznych – pisze, że dzięki szerokiemu marginesowi błędu Ameryka przejawia skłonność do beztroski. – To nie jest głupota. Po prostu nie ma potrzeby zachowywać ostrożności.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.