Autopromocja

Budżetem w epidemię. "Histeria to za mało, żeby zmieniać ramy fiskalne"

koronawirus
Obie strony spierają się też co do zakresu ewentualnej stymulacji. Pierwsza zwraca uwagę, że potencjalny kryzys będzie wynikał z zaburzeń podaży. A więc jeśli pomagać, to wspierać płynność firm. I niekoniecznie już na tym etapie.ShutterStock
11 marca 2020

Reguła wydatkowa jest tak skonstruowana, że może dać rządowi więcej luzu w budżecie, jeśli gospodarka wyraźnie wyhamuje. Ale niektórzy nie chcą czekać i już dziś nawołują do jej zawieszenia.

Wśród ekonomistów toczy się debata, czy polska gospodarka w ogóle potrzebuje wsparcia ze strony sektora publicznego, jaki miałby być zakres tego wsparcia i czy warto poświęcić dla niego reguły fiskalne, które doprowadziły do ustabilizowania polskich finansów publicznych.

Nawet 13,5 mld zł do dyspozycji

Pierwsza grupa uważa, że w tej chwili jakiekolwiek stymulowanie fiskalne nie byłoby jeszcze wskazane, a już z pewnością nie warto niszczyć reguł. Zwolennicy tej tezy zwracają uwagę, że reguła wydatkowa jest tak napisana, że w przypadku wyraźnego spowolnienia gospodarczego daje rządowi więcej luzu w budżecie. Jeśli wzrost PKB miałby wyhamować do poziomu o 2 pkt proc. niższego niż średnia z ostatnich lat, wówczas wyliczając limit, nie bierze się pod uwagę korekt ze względu na wysokość długu. Jak wyliczył Marek Rozkrut, ekonomista firmy doradczej EY, jeśli wzrost wyhamowałby do 1,4 proc. PKB, wtedy limit wydatków mógłby być większy o ok. 13,5 mld zł. Reguła jest też zawieszana w przypadku stanu wojennego, wyjątkowego lub stanu klęski. To oznacza, że w sytuacjach nadzwyczajnych fiskalny gorset przestaje krępować rząd.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.