Lekcja umiaru - O tym, dlaczego tak łatwo mylimy bogactwo z prestiżem

Luksusowe wakacje
Luksusowe wakacjeShutterStock
22 grudnia 2012

Znów nie wygrałam w lotto. Jak zwykle zresztą. Co nie jest niczym dziwnym, jeśli wziąć pod uwagę prawa statystyki. Jestem zwyczajnym zjadaczem chleba, choć dosyć pracowitym. I czasem, stojąc w korku i marznąc w wysłużonym samochodzie, patrzę na wypasione bryki wokół, zastanawiając się, skąd oni to mają. Zazdrość? Owszem, ale taka bez złości czy zacietrzewienia. Raczej ciekawość: jak stać się bogatym. I jak potem to bogactwo wykorzystać.

Tarzać się w luksusie. Okładać kawiorem. Gubić brylanty na stokach Aspen. Imprezować dniami i nocami, by bladym świtem, koło południa, zobaczyć swoją podobiznę na okładce kolorowego czasopisma. Żyć jak w harlequinie albo choćby na Pudelku. Móc, tak jak klienci Noble Concierge, poprosić doradcę, aby pomógł zorganizować imprezę na luksusowym jachcie w Monaco z celebrytami z całego świata, załatwił zakup zestawu biżuterii od Tiffany’ego albo zorganizował baterię kolekcjonerskich alkoholi z pierwszej połowy XX wieku.

To jest tylko część artykułu. W pełnej wersji przeczytasz więcej na temat:

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.