Pieniądze na pokrycie deficytu budżetowego nie spadają z nieba

7 lutego 2009

Nie jestem ekonomistą, ale nawet dla mnie jasne jest, że osoby nawołujące dziś do zwiększenia deficytu budżetowego - niezależnie od tego, czy są to politycy, czy ekonomiści - myślą o kwocie zwiększającej pulę pieniędzy do wydania z państwowej kasy jak o czymś, co spada nam z nieba. Nic bardziej mylnego.

To, że dopiszemy w budżecie do deficytu kolejne 10 czy 20 mld zł, nie oznacza jeszcze, że tym prostym gestem zwiększymy kwotę, którą wolno nam będzie wydać. Deficyt to nie wirtualny pieniądz, którego przybywa nam, gdy tylko dopiszemy go do ustawy budżetowej. Aby móc z tej kwoty skorzystać, najpierw trzeba ją gdzieś pożyczyć. Upraszczając nieco rzecz, deficyt to nadwyżka wydatków nad przychodami. Wydać więcej niż mamy możemy tylko wtedy, gdy ktoś nam da brakującą kwotę. To dokładnie tak samo, jak z naszym domowym budżetem. Możemy żyć na kredyt (utrzymywać deficyt w domowych wydatkach). Wydawać więcej niż zarabiamy. Dodatkowe kwoty pożyczymy sobie z banku (kredyt, pożyczka czy karta kredytowa) czy od rodziny i znajomych (pożyczki). 

Kłopot w tym, że każda złotówka z tych pożyczonych pieniędzy wydana przez nas dziś na zakupy to mniejsza kwota naszego wynagrodzenia do wydania w przyszłości. To zaś oznacza albo konieczność ograniczenia wydatków w przyszłości, albo pożyczania kolejnych kwot. Teraz już nie tylko po to, by finansować bieżące zakupy, ale także spłacać to, co pożyczyliśmy wcześniej. Jeśli nie spłacimy swoich długów, nikt nam przecież nic więcej nie pożyczy. Podobnie jest z budżetem państwa. Aby mogło ono wydać więcej niż wynoszą jego dochody, brakującą kwotę musi pożyczyć. Te brakujące pieniądze to właśnie deficyt budżetowy. A zatem, gdy deficyt zwiększamy o 10 mld, to taką właśnie kwotę musimy pożyczyć. Robi się to poprzez emisję obligacji, które kupują inwestorzy, zasilając w ten sposób nasz budżet swoimi pieniędzmi. Ale nic za darmo. Pożyczając swoje pieniądze inwestorzy liczą przecież na zysk. Im więcej pożyczamy, tym więcej później musimy oddać. I tu zaczynają się przysłowiowe schody. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: GP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.