Nie jestem ekonomistą, ale nawet dla mnie jasne jest, że osoby nawołujące dziś do zwiększenia deficytu budżetowego - niezależnie od tego, czy są to politycy, czy ekonomiści - myślą o kwocie zwiększającej pulę pieniędzy do wydania z państwowej kasy jak o czymś, co spada nam z nieba. Nic bardziej mylnego.
To, że dopiszemy w budżecie do deficytu kolejne 10 czy 20 mld zł, nie oznacza jeszcze, że tym prostym gestem zwiększymy kwotę, którą wolno nam będzie wydać. Deficyt to nie wirtualny pieniądz, którego przybywa nam, gdy tylko dopiszemy go do ustawy budżetowej. Aby móc z tej kwoty skorzystać, najpierw trzeba ją gdzieś pożyczyć. Upraszczając nieco rzecz, deficyt to nadwyżka wydatków nad przychodami. Wydać więcej niż mamy możemy tylko wtedy, gdy ktoś nam da brakującą kwotę. To dokładnie tak samo, jak z naszym domowym budżetem. Możemy żyć na kredyt (utrzymywać deficyt w domowych wydatkach). Wydawać więcej niż zarabiamy. Dodatkowe kwoty pożyczymy sobie z banku (kredyt, pożyczka czy karta kredytowa) czy od rodziny i znajomych (pożyczki).
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.