W poszukiwaniu najbardziej wydajnego mechanizmu promującego zajmowanie najwyższych urzędów państwowych przez kobiety warto się przyjrzeć Filipinom. A konkretnie wprowadzonemu tam po upadku dyktatury Ferdinanda Marcosa (1965–1986) ograniczeniu czasu sprawowania władzy przez polityków.

Na ten interesujący trop wpadli ekonomiści Julien Labonne (Uniwersytet Oksfordzki), Pablo Querubin oraz ekonomistka Sahar Parsa (ostatnia dwójka reprezentuje Uniwersytet Nowojorski). Dlaczego właśnie Filipiny? Z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego że jest to kraj o dość wysokim odsetku kobiet wśród parlamentarzystów (ok. 30 proc.). Nie jest to wprawdzie tak wiele, jak u światowych rekordzistek: w Rwandzie (61 proc.), na Kubie czy w Boliwii (po 53 proc.). Ale za to więcej niż np. w Europie (średnia wynosi tutaj ok. 28 proc.). Jest jeszcze drugi powód – na Filipinach widać dość wyraźny i imponujący trend. Jeszcze w połowie lat 80. parlamentarzystek było tylko 9 proc. Podobnie gdy chodzi o odsetek kobiet piastujących stanowiska liderek samorządu lokalnego. A potem bum i kilkukrotny wzrost udziału pań w polityce – do 30 proc. w parlamencie i 21 proc. na poziomie samorządu.

Pozostało 69% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.