Wojna w Iranie podważa amerykański zwrot ku Indo-Pacyfikowi

system THAAD
USA demontują część elementów systemu przeciwrakietowego THAAD, który chroni Koreę Południową od 2016 r., aby przenieść je na Bliski Wschód.Wikimedia Commons / Ralph Scott
wczoraj, 16:11

Wojna Trumpa w Iranie sprawia, że USA muszą przesunąć część zasobów wojskowych z Azji Wschodniej na Bliski Wschód. Wizja zwrotu Waszyngtonu ku Indo-Pacyfikowi wydaje się coraz bardziej odległa.

Administracja Donald Trump wielokrotnie podkreślała, że Stany Zjednoczone powinny wycofać się z wojny w Ukrainie, aby przenieść uwagę na Indo-Pacyfik. Podobnej logiki – tylko w odwróconej formie – używano też do interpretacji wojny z Iranem. Według zwolenników tej narracji Trump uderzył w Iran po to, by szybko zamknąć problem Bliskiego Wschodu i uwolnić zasoby potrzebne w rywalizacji z Chinami.

Pierwsze tygodnie wojny sprawiają jednak, że ta opowieść zaczyna się rozsypywać. Po pierwsze, nie wiadomo jeszcze, jak długo potrwa ten konflikt, a każdy kolejny dzień zwiększa ryzyko, że Stany Zjednoczone coraz głębiej w nim ugrzęzną. Mimo zapewnień Trumpa, że Ameryka już „wygrała tę wojnę”, realia na miejscu tego nie potwierdzają. Reżim ajatollahów trzyma się mocno, a konflikt obejmuje coraz więcej partnerów USA w regionie. Nie ma też informacji, by Amerykanom udało się dokonać poważnych zniszczeń w rzekomym programie nuklearnym Iranu. To sprawia, że amerykańskiemu prezydentowi coraz trudniej będzie wycofać się z wojny z twarzą. Jak zgryźliwie zauważyła jedna z nielicznych krytyczek Trumpa w jego rodzinie, jego bratanica Mary Trump: „nie można wycofać się z wojny, jeśli nie wiadomo, po co się ją zaczęło”.

Drugim powodem niepokoju dla partnerów Stanów Zjednoczonych w Indo-Pacyfiku są pierwsze sygnały, że zasoby wojskowe z Azji są przenoszone na Bliski Wschód. Na początku tygodnia południowokoreańskie media informowały, że USA demontują część elementów systemu przeciwrakietowego THAAD, który chroni Koreę Południową od 2016 r., aby przenieść je na Bliski Wschód.

Choć prezydent Korei Południowej Li Dze Mjung podkreślił, że wycofanie części amerykańskiego sprzętu „nie wpływa negatywnie na strategię odstraszania wobec Korei Północnej”, decyzja ta wywołuje zrozumiałe obawy o osłabienie potencjału obronnego w tym coraz bardziej niepewnym regionie. Dzieje się to w momencie, gdy Chiny dynamicznie rozwijają swoje zdolności militarne, a władze w Pjongjangu mówią o „satysfakcjonujących postępach” w rozwoju programu broni jądrowej. Li zresztą niezbyt skutecznie tuszował swoje zaniepokojenie. Wzywając do budowania większej samowystarczalności militarnej, ostrzegł, że „mogą nadejść czasy, gdy wsparcie zewnętrzne zniknie ze względu na zmiany w ładzie międzynarodowym”.

Uważni obserwatorzy zwracają też uwagę na mniejszą aktywność podsekretarza w Pentagonie Elbridge’a Colby’ego, jednego z głównych zwolenników jastrzębiego kursu wobec Chin w administracji Trumpa. Kiedy już zabiera głos, ma coraz większy problem z przekonywaniem, że USA nie tracą z oczu rywalizacji z Pekinem, zwłaszcza gdy Trump co i rusz podkreśla swój podziw dla chińskiego przywódcy Xi Jinpinga. Podczas niedawnego seminarium w Council on Foreign Relations Colby argumentował, że celem Waszyngtonu jest ograniczenie potencjału militarnego Iranu bez wpadania w kolejną dużą wojnę na Bliskim Wschodzie. To – jak argumentował – pozwoli na utrzymaniu uwagi na Chinach. Pytanie tylko, czy obecny konflikt nie okaże się właśnie taką kolejną dużą wojną. I czy w najbliższych latach starczy sił na przestawienie amerykańskiej zwrotnicy dyplomatycznej.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: GazetaPrawna.pl / Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.