– Chętnie dzielimy świat na pół: po jednej stronie jesteśmy „my” – zdrowi, nieuzależnieni, a po drugiej są „oni” – osoby uzależnione, chore. A tak nie jest – mówi Justyna Klingemann doktor habilitowana nauk medycznych i nauk o zdrowiu, kierownik Zakładu Socjologii Zdrowia i Badań nad Uzależnieniami w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie
Emilia Świętochowska: Czy należy zakazać sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych?
Justyna Klingemann: Oczywiście, że tak. Stacje benzynowe to otwarte całodobowo sklepy monopolowe. Tu – poza wszystkimi innymi ryzykami, jakie niesie za sobą sprzedaż alkoholu – mamy dodatkowo do czynienia z ryzykiem dla kierowców, ich współpasażerów i innych użytkowników dróg. Światowa Organizacja Zdrowia wymienia trzy podstawowe instrumenty polityki zdrowotnej, które sprawiają, że mniej osób doświadcza poważnych konsekwencji picia. Pierwszy to właśnie ograniczenie dostępności fizycznej alkoholu; drugi to restrykcyjna polityka fiskalna i cenowa, a trzeci – zakaz reklamy. Mamy niepodważalne dowody naukowe z wielu krajów na to, że działania te przynoszą efekty bez względu na warunki społeczno-kulturowe czy poziom rozwoju gospodarczego. Analizy populacyjne pokazują, że obniżenie spożycia alkoholu w społeczeństwie – np. o litr na mieszkańca – poprawia wiele wskaźników zdrowotnych i znacząco przekłada się na obniżenie liczby osób uzależnionych, zgonów z powodu marskości wątroby czy zachorowań na nowotwory. Zmniejsza też presję na system lecznictwa, bo pomaga skrócić kolejki, a tym samym lepiej odpowiadać na potrzeby pacjentów. Polityka zdrowotna, profilaktyka uzależnień i lecznictwo to system naczyń połączonych.
Przeciwnicy zakazu odpowiedzieliby, że nie ma on sensu, bo jeśli kierowca nie kupi trunku przy okazji tankowania, to zatrzyma się przy sklepie monopolowym.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.