Przeczytałem przemówienie Jarosława Kaczyńskiego o „czwartej rewolucji przemysłowej”. Po raz kolejny pada w nim deklaracja, że do władzy doszła w końcu ekipa, która nie zadowala się imitowaniem rozwiązań z Zachodu.
W 1989 r. byliśmy tak słabi, że przyjęcie kursu „na Europę” było wybawieniem. W 2016 r. jesteśmy w innym miejscu. Osiągnęliśmy sukces – sukces względny. Wiele osób zadaje sobie teatralne pytanie „jak ONI mogli wygrać, szermując hasłami o powszechnym upadku wszystkiego, skoro jest lepiej niż kiedyś”. A przecież historia pokazuje, że właśnie sukces powoduje realny wzrost napięć społecznych – i liderami buntu nie są ci, którym jest najgorzej, ale ci, którzy prostując się, dostrzegli sufit. Ostrożność nakazywałaby nie zmieniać kursu, powiedzonko, że „lepsze jest wrogiem dobrego” ma sens. Warto jednak pamiętać, że najkrwawsze rewolucje XX w. – meksykańska, rosyjska i chińska – wybuchły w krajach wychodzących z zastoju, w krajach względnego sukcesu właśnie. Zdecydowanie lepiej jest mieć u władzy Ziobrę i Macierewicza niż rewolucjonistów.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.