Jak twierdzi "Moskiewski Komsomolec", Zaur Dadajew wziął winę na siebie, żeby ratować przyjaciela. Jednocześnie wszyscy aresztowani w tej sprawie poskarżyli się obrońcom praw człowieka, że w trakcie przesłuchania byli torturowani.

Według "Moskiewskiego Komsomolca", Zaur Dadajew oraz jego dwaj koledzy, bracia Anzor i Szadit Gubaszowie, w trakcie pierwszych przesłuchań nie przyznawali się do związków z zabójstwem rosyjskiego opozycjonisty. Dopiero pod wpływem presji ze strony śledczych, Dadajew podpisał przyznanie się do winy. Domniemani zabójcy Niemcowa opowiedzieli o tym przedstawicielom kremlowskiej rady do spraw praw człowieka. Ci natychmiast zwrócili się do Prokuratora Generalnego i Komitetu Śledczego z wnioskiem o sprawdzenie tych informacji.

Rosyjskie media przypominają, że domniemani zabójcy służyli w elitarnej jednostce "Sewier" ("Północ"), która uważana jest za osobisty oddział prezydenta Czeczenii Ramzana Kadyrowa.
W opinii dziennika "Kommiersant", przyjęta w śledztwie wersja o religijnych motywach morderstwa jest mało wiarygodna. Gazeta twierdzi, że Niemcow zawsze z szacunkiem odnosił się do wyznawców islamu, a jego domniemani zabójcy nie należeli do religijnych fanatyków.


55-letni Borys Niemcow, jeden z najważniejszych opozycyjnych krytyków Putina, został zastrzelony w ostatni weekend lutego, na moście koło murów Kremla. Sprawca wystrzelił w kierunku Niemcowa kilka kul. Cztery z nich trafiły go w plecy. Zmarł na miejscu zdarzenia.