Król: Zgroza, czyli kandydaci na prezydenta

Marcin Król
Marcin KrólDGP / Wojciech Górski
17 lutego 2015

 Obejrzałem dwa spotkania partii politycznych, na których prezentowano kandydatów na prezydentów, i pomyślałem, że mamy do czynienia z wielką nieprzyzwoitością. Cokolwiek bym sądził o Jarosławie Kaczyńskim i Leszku Millerze, to pewien kaliber polityczny oni mają. Wybrani przez nich reprezentanci – nie. I to w stopniu przerażającym. Nie mam zamiaru się pastwić nad panem Dudą czy panią Ogórek. Ich wina polega tylko na tym, że się zgodzili kandydować. Winni są przywódcy i partie, bo takie lekceważenie stanowiska prezydenta graniczy ze skandalem, a na pewno wywołuje uczucie zgrozy.

Jak bardzo można nie mieć nic do powiedzenia i jak bardzo można mówić banały tak skrajne i tak niegramatycznie, że na wyższym poziomie stoją debaty kandydatów na burmistrza małego miasteczka. Wiem, że Sarah Palin i że wypadki się zdarzają. Tu jednak nie mamy do czynienia z wypadkami, tu mamy do czynienia z nowym typem uprawiania polityki, który przypomina Orwella. Sztuczni ludzie, sztuczne uśmiechy, sztuczne ruchy rąk. Gorzej niż na festiwalu w Opolu. Tony pudru, lakieru i fałszywych uśmiechów. I te ręce sztucznie podniesione w górę. Czy ktoś sobie z nas żarty robi? To są wybory prezydenckie, a nie konkurs na miss powiatowego miasta.

Kiedy przypadkiem spojrzę na jeden ze strasznych polskich seriali telewizyjnych, aktorzy są tak nieprawdziwi, że płakać się chce. Ale to są aktorzy i to są seriale dla telewizji, które ogląda, kto chce. Kandydaci na prezydenta winni są szacunek stanowisku, o które się ubiegają.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png