Do Brukseli Tusk czy Sikorski? Europejskie "nie chcę, ale muszę premiera"

Radosław sikorski i Donald Tusk. Fot. PAP/PAweł Supernak
Radosław sikorski i Donald Tusk. Fot. PAP/PAweł SupernakPAP / Paweł Supernak
28 sierpnia 2014

Wiele wskazuje, że Donald Tusk mimo oficjalnych zaprzeczeń jednak wybierze się do Brukseli. Jeśli podąży tam także Radosław Sikorski, PO będzie miała kłopot

Polska ma szanse na jedno z dwóch kluczowych stanowisk w UE. Przewodniczącego Rady Europejskiej lub szefa unijnej dyplomacji. Jeśli pierwsze stanowisko wezmą chadecy, socjaliści dostaną wysokiego przedstawiciela do spraw polityki zagranicznej. I odwrotnie. O tym, który wariant jest teraz najbardziej prawdopodobny, wie tylko Herman Van Rompuy.

Premier Donald Tusk zapowiedział wczoraj, że gramy o jak najwyższą stawkę. – Staraliśmy się europejską grę zaplanować szczegółowo i wariantowo, celem uzyskania maksymalnego wpływu polski na wspólnotę europejską – mówił Tusk. Objęcie przez szefa rządu stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej mieściłoby się w logice jego wypowiedzi. Ta funkcja ma kilka zalet: przewodniczący pierwszy widzi rodzące się kompromisy, poznaje stanowisko krajów członkowskich i balansuje je. Tym samym może mieć wpływ na kształt porozumienia w najważniejszych dla UE sprawach zatwierdzanych przez unijne szczyty. Szef Rady nie narzuci Unii swojego zdania, ale może sterować w kierunku preferowanych przez siebie rozstrzygnięć.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png