Najnowsze tropy wskazują, że za podsłuchami nie stał ani wywiad Rosji, ani gazowe czy węglowe lobby. Kelnerzy mieli zakładać pluskwy, bo ich zleceniodawcy liczyli na informacje do wykorzystania na parkiecie
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Wiele wskazuje na to, że tak też jest w przypadku afery podsłuchowej, która trzęsie polską sceną polityczną. Podsłuchy motywowane miały być prozaiczną chęcią zysku, a nie wyrafinowaną grą wywiadów. Poinformowały o tym niezależnie od siebie dwie gazety. Według ustaleń „Polityki” zleceniodawcy podsłuchów chcieli zarobić, szantażując swoje ofiary perspektywą upublicznienia kompromitujących materiałów. Według drugiej wersji, „Gazety Wyborczej”, nagrania były motywowane chęcią zdobycia poufnych informacji, które następnie byłyby wykorzystane do przeprowadzenia korzystnych transakcji giełdowych.
W giełdowym slangu zarabianie za pomocą poufnych informacji to insider trading. Zgodnie z ustawą o obrocie instrumentami finansowymi, za samo ujawnienie informacji poufnych grozi do 3 lat pozbawienia wolności i grzywna w wysokości do 2 mln zł. Za wykorzystanie takich informacji, rozumiane jako kupno lub sprzedaż instrumentów finansowych w oparciu o nią, grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia i 5 mln zł grzywny, chyba że osobą wykorzystującą informację jest członek zarządu lub rady nadzorczej. W ich przypadku, a także innych osób wymienionych w art. 156 ustawy, kara pozbawienia wolności może wynieść od 6 miesięcy aż do 8 lat i 5 mln zł grzywny. Jeśli zaś ktoś mający dostęp do informacji poufnych nakłania do kupna lub sprzedaży osobę trzecią, grozi mu do 3 lat więzienia i 2 mln zł grzywny.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.