Zbrodnia w Łodzi, awantury na Krakowskim Przedmieściu, katastrofa pod Smoleńskiem. Kolejne wstrząsy do żywego dotykały nasze uczucia, ale w żaden sposób nie zburzyły porządku i stylu polityki. Jak w biało-czarnych westernach tło się przesuwa, zmienia się krajobraz, a ci sami kowboje dalej tkwią w tej samej strzelaninie.
Wystarczy wziąć kilka najbardziej zaangażowanych tekstów, polemik i tyrad polityków z dowolnego okresu naszej półrocznej kłótni narodowej i powymieniać fakty. Zbrodnię w Łodzi na smoleńską katastrofę, awanturę pod krzyżem na awanturę w Sejmie. Myśli i argumenty mogą zostać bez zmian. Wszystko dalej pasuje jak ulał. Ten sam patos, podniesiona temperatura narracji. Nieważne, czy chodzi o prawdziwą śmierć, czy tylko o słowa, reakcje komentatorów są zawsze równie dramatyczne. Słowa i zwroty dopracowane w szczegółach, żeby biły po oczach. Debata zawsze rozgrzana i zawsze sprowadzająca się do tych samych konstatacji. Wszystkiemu winna jest „tamta” strona i publicyści „tamtej” gazety, wypowiadający się w „tamtej” telewizji. Ale i moje utyskiwanie na brak merytorycznych argumentów, przepełnienie mediów pustymi sloganami wzajemnych niechęci nie jest czymś nowym. Tu też wszystko zostało już powiedziane, wszystkie role rozdane.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
