Dyskusja na temat terminów i sposobów znoszenia ograniczeń związanych z pandemią prowadzi do walki o kompetencje.
– Jako kanclerz, z całym szacunkiem dla każdej opinii i z całym szacunkiem dla każdego argumentu, mam nadrzędną odpowiedzialność – oznajmiła Angela Merkel jeszcze przed Wielkanocą, odnosząc się do trwającej w Niemczech dyskusji na temat sposobów wychodzenia z ograniczeń związanych z pandemią koronawirusa. – Moją rolą jest mówić, jak naprawdę jest – podkreśliła.
W federalnym systemie niemieckim to jednak premierzy krajów związkowych mają w tej sprawie dużo do powiedzenia. Między innymi dlatego tempo wprowadzania i skala zakazów w różnych landach były odmienne. Niemieccy komentatorzy zgodnie podkreślają, że mówiąc, kto tu rządzi, szefowa rządu zdecydowała się na ryzykowny blef. Była to próba zdyscyplinowania landowych premierów i zagarnięcia ich kompetencji. Jeszcze kilka lat temu manewr Merkel najprawdopodobniej by się powiódł. Kończąca jednak polityczną karierę chadecka polityk nie ma już tej samej pozycji, co kiedyś.
Reklama
Dlatego nie musiała długo czekać na to, jak któryś z regionalnych baronów powie „sprawdzam!”. Okazał się nim nieoczekiwanie Armin Laschet, partyjny sojusznik kanclerz i premier Nadrenii Północnej-Westfalii, najludniejszego kraju związkowego RFN. W Wielką Sobotę Laschet, ignorując wcześniejsze przemówienie Merkel, przedstawił własny plan stopniowego zdejmowania restrykcji. – Przeżywamy najtrudniejszą próbę od 1946 r. – mówił w telewizyjnym orędziu, dodając jednak, że gotowość do poświęceń zależy od tego, czy ludziom przedstawi się perspektywę normalizacji. – Potrzebujemy mapy drogowej, która doprowadzi nas do odpowiedzialnej normalności – przekonywał.
Życie ma wracać do tych obszarów, gdzie ryzyko zakażenia jest niższe. Osoby podatne na infekcję muszą nadal pozostać pod szczególną ochroną. Obszary szczególnie ważne dla gospodarki powinny zostać odblokowane wcześniej. Plan Lascheta, opracowany przez grupę lekarzy, ekonomistów i prawników, zaleca ponowne otwarcie przedszkoli, szkół, uniwersytetów i zdjęcie ograniczeń z handlu detalicznego. Premier Nadrenii Północnej-Westfalii jest zwolennikiem śmielszych działań przy wyprowadzaniu gospodarki i społeczeństwa ze stanu śpiączki klinicznej. Merkel jest bardziej powściągliwa. Pierwsze sygnały dotyczące tego, czyj scenariusz ma większe szanse na realizację, mogą się pojawić już dzisiaj po naradzie szefowej niemieckiego rządu z premierami landów.
Motywy działania Lascheta nie ograniczają się jedynie do chęci obrony swoich prerogatyw we wbudowanej w niemiecki system polityczny rywalizacji między rządem centralnym a landami. Notabene w ostatnich latach to Urząd Kanclerski miał w tym konflikcie przewagę. Premier Laschet prowadzi de facto kampanię wyborczą: jest on jednym z pretendentów do stanowiska przewodniczącego CDU. Ma też ambicje, by zostać kandydatem niemieckiej chadecji na kanclerza. Ma na tym polu jednak silnego konkurenta – premiera Bawarii i szefa tamtejszej CSU Markusa Södera, który w ostatnich tygodniach wyrósł na jednego z najpopularniejszych polityków RFN.
Gdyby wybory do Bundestagu odbyły się w najbliższym czasie, kandydat CDU/CSU mógłby mieć niemal 100-proc. pewność, że stanie na czele rządu federalnego. Według najnowszych sondaży na chadecki blok chce głosować 37 proc. Niemców. Znajdujący się na drugim miejscu współrządzący w ramach „wielkiej koalicji” socjaldemokraci z SPD mogą liczyć na 17 proc. Koronawirus okazał się katastrofą dla ekopopulistycznych Zielonych, którzy od początku marca stracili 8 pkt. proc. poparcia i mają teraz 16 proc. Na prawicową Alternatywę dla Niemiec (AfD) chce głosować 10 proc. ankietowanych. Postkomunistyczna Lewica ma 9 proc. poparcia, a liberalna FDP – 6 proc.