Według prezydenta Zełenskiego atak był prowokacją wymierzoną w proces pokojowy
DGP
Reklama
Wczorajsze poranne walki w obwodzie ługańskim były pierwszym tak zdecydowanym złamaniem rozejmu w Zagłębiu Donieckim, odkąd do władzy na Ukrainie doszedł Wołodymyr Zełenski. Tym samym jego ekipa, przejawiająca chęć kompromisu, stanęła przed poważnym sprawdzianem.
Według ukraińskiego sztabu „formacje zbrojne Federacji Rosyjskiej zaatakowały pozycje pododdziałów Połączonych Sił w pobliżu miejscowości Nowotoszkiwśke, Orichowe, Krymśke i Chutir Wilnyj”. Wybuchy było słychać w Siewierodoniecku, faktycznej stolicy obwodu ługańskiego. Ukraińcy podali, że kontrolowane przez Kreml oddziały prowadziły ostrzał z broni zabronionej przez porozumienie mińskie z 2015 r., w tym moździerzy kalibru 120 mm. „Pod przykryciem ogniowym rosyjscy okupanci przeszli do aktywnych działań ofensywnych i podjęli próbę przejścia przez linię rozgraniczenia” – czytamy w komunikacie.

Reklama

Ofiary po obu stronach

Według oficjalnych danych Ukraińcy stracili jednego człowieka. Po kilku godzinach oddziały walczące pod flagą samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej (ŁRL) wstrzymały ogień. Kijów podaje, że po ich stronie było czterech zabitych. Sterowani z Moskwy separatyści oskarżyli o atak stronę ukraińską. – Dowództwo 93. brygady rozkazało wyprowadzić zmasowane uderzenie artyleryjskie po miejscowościach republiki w celu ewakuacji zabitych i rannych dywersantów – mówił Jakiw Osadczy, rzecznik Milicji Ludowej ŁRL, jak nazwano lokalne siły zbrojne.
– Nie znamy szczegółów, nie wiemy, co sprowokowało walki. Czytaliśmy, że są ofiary po obu stronach, w związku z czym wyrażamy współczucie – twierdził z kolei Dmitrij Pieskow, rzecznik prezydenta Władimira Putina. Na pytanie korespondenta ukraińskiej agencji Unian, czy Kreml ma zamiar wziąć na siebie odpowiedzialność za walki, skoro twierdzi, że ma wpływ na bojowników, odrzekł, że „to całkowicie nieprawidłowe sformułowanie”.
Prezydent Ukrainy zwołał posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. – Nasz kurs na zakończenie wojny i przywiązanie do międzynarodowych porozumień pozostają niezmienne. Tak jak i nasza stanowczość, by przeciwdziałać jakimkolwiek przejawom zbrojnej agresji przeciw Ukrainie – mówił szef państwa przed naradą. Na spotkaniu z prasą po posiedzeniu więcej czasu poświęcił jednak ewakuacji Ukraińców z dotkniętych epidemią koronawirusa Chin niż sytuacji na froncie, za co został skrytykowany przez opozycję.
Rejon, w którym toczyły się walki, to okolica górniczego miasteczka Zołote. „W Zołotem doszło do prowokacji. To tradycyjna rosyjska praktyka: podbić stawkę procesu negocjacyjnego. Uczynić i bez tego chętną do układów władzę ukraińską, by była jeszcze bardziej skłonna do bolesnych ustępstw w imię końcowego «kompromisu». Tyle że z tym, kto cię szantażuje, nie da się porozumieć na akceptowalnych dla ciebie warunkach” – napisała politolog Marija Zołkina, sama pochodząca z frontowej Stanicy Ługańskiej.
W październiku 2019 r. Ukraińcy wycofali wojska z jednego z przedmieść Zołotego, czego żądali Rosjanie w zamian za zgodę na organizację szczytu z udziałem prezydentów Francji, Rosji i Ukrainy oraz kanclerz Niemiec. Szczyt odbył się 9 grudnia i uzgodniono na nim m.in. kontynuację wycofywania sił z kolejnych odcinków frontu oraz starania o pełne wstrzymanie ognia. W kwietniu miał się odbyć kolejny szczyt, na którym w wariancie maksimum miano sformułować warunki przeprowadzenia wyborów na terenach okupowanych. Ten termin raczej nie zostanie dotrzymany.

Specjalny status

Kijów od czasu dojścia do władzy Zełenskiego okazuje ugodowość. Obecny szef biura prezydenta Andrij Jermak mówił, że zorganizowanie wyborów w październiku jest w pełni realne. Władze mimo protestów prozachodniej opozycji i środowisk weteranów zdecydowały się na wycofanie sił na kilometr z trzech odcinków frontu, w tym w pobliżu Zołotego, choć weterani ostrzegali, że może to zachęcić Rosjan do ataków właśnie na tych odcinkach. Moskwa kilka dni temu wyrażała niezadowolenie z postępu w rozmowach. Jedynym namacalnym efektem szczytu w Paryżu była wymiana jeńców.
Wybory na okupowanej części Donbasu miałyby się odbyć zgodnie z tzw. formułą Franka-Waltera Stein meiera, od nazwiska obecnego prezydenta Niemiec. Kijów zgodził się na nią w ubiegłym roku. O godz. 20 w dniu przeprowadzenia głosowania okupowane części Donbasu miałyby tymczasowo otrzymać specjalny status w ramach Ukrainy. Status ten na stałe wszedłby w życie po tym, jak obserwatorzy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie uznają wybory za „ogólnie rzecz biorąc przeprowadzone zgodnie ze standardami OBWE i ustawodawstwem ukraińskim”.
Kontrowersje wzbudziło już sformułowanie „ogólnie rzecz biorąc” jako pozostawiające pole do interpretacji. Specjalny status zakłada autonomię językową i kulturalną Donbasu, prawo tworzenia milicji ludowej, swobodę nominacji sędziowskich i prokuratorskich, a nawet zawierania umów o współpracy z regionami Rosji. Innymi słowy, może oznaczać legalizację Donieckiej i Ługańskiej Republik Ludowych pod formalnie ukraińską jurysdykcją. Nie wiadomo jednak, kto miałby zagwarantować bezpieczeństwo wyborów. Na razie Zełenski zaproponował patrolowanie granicy z Rosją wspólnie z separatystami i OBWE.

Najważniejsze bitwy

Do eskalacji pod Zołotem doszło dokładnie w szóstą rocznicę zaostrzenia starć na kijowskim Majdanie, które zakończyły się ucieczką prezydenta Wiktora Janukowycza, odsunięciem go od władzy przez parlament i przejęciem kontroli nad państwem przez siły prozachodnie. Z kolei dokładnie pięć lat temu, tuż po podpisaniu porozumień mińskich, Ukraińcy stracili Debalcewo, ważny węzeł komunikacyjny nieopodal Gorłówki. Wczoraj trwały tam uroczystości rocznicy „wyzwolenia miasta”. Bój o nie był jedną z trzech najważniejszych bitew wojny z Rosją obok walk z 2014 r. o lotnisko w Doniecku i próby otoczenia tej metropolii, która zakończyła się rozbiciem sił ukraińskich pod Iłowajśkiem.
13 tys. co najmniej tyle osób zginęło w wyniku rosyjskiej agresji na Ukrainę od kwietnia 2014 r.