Albin Kurti: W pierwszym tygodniu urzędowania rozpocznę oddolny dialog z kosowskimi Serbami. Chcę, żebyśmy zaczęli współpracę, pomimo że się nie zgadzamy. To możliwe.
Reklama
6 października Ruch Samostanowienie otrzymał 26 proc. głosów i wygrał wybory parlamentarne w Kosowie. Po raz pierwszy w historii macie szansę utworzyć rząd.
Naród zdecydował, że rząd stworzy dotychczasowa opozycja. Ruch Samostanowienie otrzymał największą liczbę głosów, dlatego zgodnie z konstytucją zostałem desygnowany na premiera Kosowa.
I jak pan zamierza rozpocząć swoje rządy?
W pierwszym tygodniu urzędowania rozpocznę oddolny dialog z kosowskimi Serbami.

Reklama
Z kim dokładnie?
Interesuje mnie współpraca oddolna, choćby albańskich i serbskich rolników. Chcę, żebyśmy zaczęli współpracę, pomimo że się nie zgadzamy. To możliwe. Przestępczość zorganizowana współpracuje, więc i my powinniśmy współpracować, żeby zwalczać mafię, rozwijać handel, produkcję, usługi. Tego nie zrobił jeszcze nikt. Nikt nie otworzył dialogu z Serbami z Kosowa. W pierwszym tygodniu rozpoczniemy z nimi dialog społeczny. W ciągu pierwszego miesiąca chcę natomiast zakończyć rozmowy o wdrożeniu porozumienia brukselskiego (układ między Serbią a Kosowem z 2014 r., który miał prowadzić do normalizacji stosunków Belgradu i Prisztiny – red.). Chcę sprawdzić, do jakiego stopnia implementowano jego postanowienia.
Jeszcze pan tego nie wie?
Nie. Trzeba zrobić analizę. W ciągu sześciu lat podpisaliśmy wiele porozumień. Trzeba potwierdzić, jak daleko zaszła ich implementacja. Nie należy żyć obsesjami przeszłości. Musimy podsumować ostatnie sześć lat, żeby się dowiedzieć, jak kontynuować dialog. Trzeba to zrobić jeszcze przed wyborami w Serbii (są planowane na wiosnę 2020 r. – red.). Musimy się solidnie do tego przygotować. O tym będę dyskutował z wysokim przedstawicielem Unii Europejskiej ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Josepem Borrellem, następcą Federiki Mogherini. Już wiemy, że Josep Borrell z pierwszą wizytą po objęciu urzędu uda się do Kosowa.
Wygraliście wybory, obiecując walkę z korupcją i mafią, wielkimi bolączkami Kosowa. Jak chcecie tego dokonać?
Źródłem tych problemów są słabi prokuratorzy i skorumpowana prokuratura. Musimy oczyścić prokuraturę i wesprzeć prokuratorów. W Kosowie jest ich około 200, ale są pasywni.
Są pasywni, bo boją się mafii.
Ten strach umocnił dotychczasowy rząd. Teraz rząd się zmieni i przestaną się bać. Wyzwolimy ich. Chcę zwiększyć liczbę asystentów prokuratorów, przeprowadzić weryfikację prokuratorów i sędziów, a także pracowników służb i policji.
Rozmawiałam właśnie z biznesmenami z albańskiej diaspory. Jeden z liderów albańskich przedsiębiorców w Europie Yll Blakaj powiedział mi, że jeszcze się nie zdarzyło, żeby politycy w Kosowie konsultowali z zainteresowanymi decyzje w sprawie biznesu. Skrytykował też 100-proc. cła nałożone przez Kosowo na Serbię w odwecie za zablokowanie przyjęcia kraju do Interpolu.
Planuję zlikwidowanie 100-proc. cła, ale zgodnie z polityką wzajemności. Skoro Serbia nie uznaje naszych dyplomów, to my przestaniemy uznawać ich dyplomy. Skoro Kosowo nie może sprzedawać produktów w Serbii, to samo będzie się dziać z produktami serbskimi w Kosowie. Zresztą parlament przegłosował taką rezolucję z naszym poparciem jeszcze w 2011 r., ale nie została ona do tej pory wdrożona.
W ostatnich miesiącach w Serbii i Kosowie panowała nerwowa atmosfera. Pojawiały się spekulacje, że prezydenci Serbii Aleksandar Vučić i Kosowa Hashim Thaçi porozumieli się co do podziału Kosowa. Regiony zamieszkane w większości przez Serbów miałyby odejść do Serbii w zamian za serbskie gminy z albańską większością.
Nie będzie wymiany terytoriów ani podziału Kosowa. To pomysł dwóch autokratów, którzy zachowują się niczym średniowieczni monarchowie, dla których terytorium państwa jest ich własnością. Prezydent Thaçi nazwał ten pomysł „korektą granic będącą bolesnym kompromisem”. Vučić używał słowa „demarkacja”. Nikt dokładnie nie wie, jak miałaby ta korekta wyglądać. Thaçi miał dwa lata na przekonanie narodu do swojej koncepcji, ale w rezultacie wywołał największe protesty w najnowszej historii kraju. Mam na myśli manifestację z 29 września 2018 r. przeciwko wymianie terytoriów. Moim zdaniem prezydent Kosowa został wciągnięty w ten projekt, który relatywizuje naszą państwowość, przez strach przed postawieniem przed sądem specjalnym (sąd z siedzibą w Hadze, który ma sądzić zbrodnie wojenne z czasów wojny z Serbami – red.).
Na jakich zasadach chce pan budować relacje z Serbią?
Sprzeciwiamy się pomysłom podziału Kosowa. Serbia ma do spłacenia dług wobec Kosowa i na tej podstawie będziemy budować nasze stanowisko. Mam na myśli reparacje wojenne. W czasie wojny z Serbią w latach 1998–1999 zniszczono 120 tys. domów, zginęło 10 tys. cywilów, z czego ponad 1000 dzieci, wiele kobiet zgwałcono. Los niektórych ludzi wciąż pozostaje nieznany. Skradziono 1200 artefaktów kulturowych. Istnieje problem funduszu emerytalnego i depozytów bankowych, które zostały skradzione przez machinę finansową Slobodana Miloševicia. Ja mam listę oczekiwań wobec Serbii, a Serbia może mieć taką samą wobec mnie. Jestem otwarty na to, żeby się z taką listą zapoznać. Nie będzie porozumienia bez dialogu, ale i nie będzie żadnych zmian granic.
Czyli trudno się spodziewać ostatecznego porozumienia z Serbią.
Wręcz przeciwnie. Do tej pory nie rozmawialiśmy, teraz zaczniemy.
Z prezydentem Vučiciem?
Tak. Myślę, że Vučić otrzymał właśnie jedyną w swoim rodzaju szansę, być stanąć po stronie narodu serbskiego w kontrze do instytucji państwowych. Nie stać nas na dalsze tracenie czasu, energii i pieniędzy. Vučić powinien stawić czoła wojsku, policji, tajnym służbom, Cerkwi i mediom. Jest na rozdrożu, ale nie wybiera między Wschodem a Zachodem, tylko między strukturami państwa a narodem serbskim. Mamy swoje rany z powodu wojny. Belgrad i Vučić płaczą, że stracili Kosowo, ale prezydent nie roni łez z powodu kosowskich Serbów. Serbia powinna spojrzeć na swoje odbicie w lustrze, a nie na nas przez wojskową lornetkę. W Batajnicy na przedmieściach Belgradu w specjalnej jednostce policji zakopano ciała pomordowanych w czasie wojny cywilów z Kosowa. Nie ma tam nawet tablicy pamiątkowej.
To kiedy spotka się pan z Aleksandarem Vučiciem?
Niebawem to ogłoszę.
To byłoby historyczne spotkanie. Dwie dekady temu sprawy miały się inaczej.
Tak. Ja byłem w więzieniu, a on był ministrem (ministrem informacji w czasie rządów Miloševicia, oskarżanym o demonizowanie mniejszości i nakręcanie spirali wojny – red.). Ale nie mamy gotowego scenariusza.
Mam listę oczekiwań wobec Serbii, a Serbia może mieć taką samą wobec mnie