Władze Hongkongu po masowych protestach wycofały się z budzących sprzeciw przepisów. W tle rozmowy handlowe między USA a Chinami.
Reklama
Rządząca Hongkongiem Carrie Lam jeszcze kilka dni temu wydawała się zdeterminowana, by utrzymać kontrowersyjne przepisy o ekstradycji mieszkańców miasta i zagranicznych obywateli do Chin kontynentalnych. Niezależnie od przelewających się przez ulice metropolii protestów, które momentami gromadziły nawet milion osób, sprawa wydawała się przesądzona. Jednak niespodziewanie w sobotę Lam ogłosiła, że głosowanie regulacji w lokalnym parlamencie zostanie odłożone na czas nieokreślony.
Jak podaje Reuters, może to mieć związek z pogłębiającą się wojną handlową na linii Pekin – Waszyngton, wzrostem napięcia na wodach Morza Południowochińskiego, które jest efektem rywalizacji militarnej USA i Chin, oraz niezbyt imponującymi wynikami gospodarki chińskiej (malejący wzrost). Władze w Pekinie nie chcą tworzyć kolejnego problemu, jakim była kiełkująca pokojowa rewolucja przeciw dokręcaniu śruby w mieście do 1997 r. rządzonym przez Brytyjczyków. Stąd ustępstwa Lam.
Według doniesień agencji prasowych jeszcze kilka dni temu Lam jednoznacznie dawała do zrozumienia przedstawicielom biznesu i zagranicznym wysłannikom, że nie zamierza ustąpić. Przeciw szefowej lokalnego rządu były europejskie stolice, Waszyngton i hongkońscy sędziowie, którzy krytykowali zapewnienia z jej strony o profesjonalizmie i bezstronności wymiaru sprawiedliwości Chińskiej Republiki Ludowej. Ten uchodzi za arbitralny i niestroniący od tortur i wymuszania zeznań. Według zagranicznych dyplomatów przyjęcie proponowanych rozwiązań ekstradycyjnych mogłoby zachwiać statusem Hongkongu jako jednego z najważniejszych hubów w handlu międzynarodowym, w którym prawo jest gwarantem prowadzenia biznesu.
O zawieszeniu regulacji miało zdecydować chińskie politbiuro, które nie chciało eskalacji problemu przed zbliżającym się szczytem G20, na którym mają zapaść decyzje określające dalszy rozwój wydarzeń w wojnie handlowej między USA a Chinami. Jak podaje wydawany w języku kantońskim dziennik „Sing Tao”, w czwartek miało dojść do spotkania między Lam a wicepremierem Chińskiej Republiki Ludowej Han Zhengiem w położonej blisko Hongkongu handlowo-przemysłowej metropolii Shenzhen. W sobotę szefowa rządu nie chciała potwierdzić ani zaprzeczyć, że takie spotkanie miało miejsce.
Zarządzanie kryzysem wokół rozwiązań ekstradycyjnych osłabia również samą Lam. Według cytowanego przez Reutersa politologa Steve’a Tsanga, przywódca Chin Xi Jinping nie akceptuje takich kapitulacji. Szczególnie przed kluczowym spotkaniem z Donaldem Trumpem podczas szczytu G20. – Xi nie jest liderem, który toleruje porażki przedstawicieli władz – mówił Tsang. Obecnie panuje powszechne przekonanie, że dni Lam na szczytach władzy są policzone.
Jak szefowa rządu Hongkongu uzasadniała decyzję o odłożeniu do szuflady prac nad ustawą ekstradycyjną? Na konferencji prasowej przekonywała, że prace zostały wstrzymane, by „przywrócić spokój i porządek” oraz „wznowić komunikację ze wszystkimi sektorami społecznymi”. Pytana, co dalej z ustawą, odpowiedziała, że „nie zamierza ustalać terminu dla tych działań”. Zaraz jednak dodała, że „nie sądzi, aby ustawa mogła zostać wycofana”. Nie odpowiedziała na pytanie, czy w związku z kryzysem zamierza podać się do dymisji. Tego też domagali się protestujący.