Reklama

Chociaż ponad 400-stronicowy dokument nie jest pochlebny dla prezydenta, to jego publikacja postawiła demokratów w trudnym położeniu. Brakuje w nim bowiem jednoznacznych wniosków. Politycy opozycji, którzy liczyli na bardziej obciążające politycznie wnioski, musieli w związku z tym zmodyfikować swoją taktykę na najbliższe półtora roku. Można ją streścić słowami, które niejedna drużyna piłkarska słyszała od swojego trenera: pressing, panowie, pressing.

Impeachment w zawieszeniu

W obecnej konstelacji politycznej na Kapitolu prawdopodobieństwo, że Trumpa uda się usunąć z urzędu, jest praktycznie zerowe. Demokracji co prawda mają większość w Izbie Reprezentantów, która inicjuje proces impeachmentu, ale decyzję ostatecznie podejmuje większością dwóch trzecich głosów Senat, który kontrolują republikanie. I chociaż wśród konserwatystów nie brakuje krytyków prezydenta (jak chociażby Mitt Romney), to bez twardych wniosków z raportu nie poprą impeachmentu głowy państwa z własnego ugrupowania.

Reklama

Z czołowych polityków Partii Demokratycznej tylko senator Elizabeth Warren, która rozważa start w wyborach prezydenckich w 2020 r., wezwała podczas weekendu do usunięcia prezydenta z urzędu. Większość demokratów, w tym przewodnicząca partii w Izbie Reprezentantów Nancy Pelosi, woli jednak działać ostrożnie: nie zdejmować opcji impeachmentu ze stołu, ale też aktywnie do niej nie dążyć, ponieważ Waszyngton pamięta, że próba usunięcia Billa Clintona z urzędu ostatecznie zaszkodziła bardziej dążącym do tego republikanom. Najlepiej wyraził to w niedzielnym wywiadzie dla „Meet the Press” w stacji NBC Jerry Nadler, przewodniczący komisji sprawiedliwości w izbie niższej. – Na razie nie wydaje mi się, żebyśmy poszli w stronę impeachmentu. Możemy, ale niekoniecznie – mówił zapytany o usunięcie prezydenta polityk.

Pressing w Kongresie

W innym programie wtórował mu Elijah Cummings, przewodniczący potężnej komisji ds. nadzoru i reform w Izbie Reprezentantów. – Wielu Amerykanów wciąż nie wierzy, że prezydent Trump robi rzeczy, które niszczą naszą demokrację – tłumaczył na antenie „Face the Nation” w stacji CBS. Aby przekonać nieprzekonanych, demokraci szykują więc lawinę wniosków, które mają dostarczyć im amunicji na najbliższe półtora roku.

Przynajmniej dwa mają dotyczyć stawienia się przed Kongresem w charakterze świadka. Politycy chcieliby więc osobiście i w świetle kamer zadać kilka pytań głównemu autorowi raportu Robertowi Muellerowi. Były szef FBI, który miałby stawić się na Kapitolu przed końcem maja, może się spodziewać pytań o swoją interpretację raportu.

To ważne, bo w dokumencie czytamy, że zebrany materiał dowodowy nie wystarczył do tego, aby prezydentowi lub jego współpracownikom postawić zarzuty w sprawie o utrudnianie śledztwa (to był jeden z trzech głównych wątków). Jednocześnie znajduje się tam także wiele przykładów działań, które przynajmniej wskazują na taką intencję. Konkluzja jest taka, że ostatecznie się nie udały, ale „głównie dlatego, ponieważ osoby z otoczenia prezydenta odmówiły wykonania jego poleceń lub przychylenia się do jego próśb”.

Jedną z takich osób jest Donald McGahn, były główny radca prawny Białego Domu, któremu prezydent nakazał pozbyć się Muellera. W raporcie czytamy, że McGahn odmówił i był gotów nawet złożyć w związku z tym rezygnację. Dla wielu polityków w Waszyngtonie prezydent chcący pozbyć się specjalnego urzędnika prowadzącego śledztwo dotyczące głowy państwa to przykład fatalnej kultury politycznej i z tego względu chcieliby zadać McGahnowi kilka pytań.

Demokraci chcieliby również otrzymać pełną wersję raportu Muellera tak, aby samodzielnie wyrobić sobie opinię na jego temat (nowy prokurator generalny William Barr stwierdził bowiem, że raport „oczyszcza” prezydenta, z czym – po zapoznaniu się z większością treści – nie wszyscy się zgadzają); chcą także dostępu do dokumentów, jakie powstały w trakcie 22-miesięcznego śledztwa.

A to nie wszystko. Oprócz wątków związanych z raportem Muellera demokraci chcieliby przyjrzeć się także finansom Trumpa. Amerykański fiskus na początku kwietnia otrzymał wniosek o udostępnienie prezydenckich PIT-ów od Richarda Neala, szefa komisji finansów z Izby Reprezentantów. Na mocy prawa przewodniczący tej komisji może zwrócić się do skarbówki o zeznania podatkowe dowolnego Amerykanina – władza, po którą dotychczas politycy sięgali rzadko. Warto jednak przypomnieć, że większość polityków ubiegających się o Biały Dom upubliczniała swoje zeznania – Trump tego nie zrobił.