DGP zapytał dwóch kandydatów na prezydenta związanych ze strukturami siłowymi, jak doprowadzić do pokoju w Zagłębiu Donieckim.
Skandal korupcyjny w otoczeniu prezydenta Ukrainy stał się głównym tematem kampanii wyborczej (Ukraińcy pójdą do urn już za trzy tygodnie). W sobotę narodowcy próbowali wedrzeć się do administracji prezydenta w Kijowie i na wiec Poroszenki w Czerkasach. W sumie rannych zostało co najmniej 18 policjantów. Korpus Narodowy domagał się ukarania winnych ujawnionego niedawno skandalu. Chodzi o syna przyjaciela Poroszenki Ołeha Hładkowskiego, który we współpracy z Rosjanami po zawyżonych cenach sprzedawał części zamienne ukraińskiej zbrojeniówce.
Po ujawnieniu skandalu Poroszenko usunął Hładkowskiego z Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, ale niepowodzenia prezydenta w walce z korupcją pozostały jednym z najpoważniejszych zarzutów pod jego adresem. Zwłaszcza że chodzi o dostawy dla armii, wciąż mierzącej się z rosyjską agresją. DGP zapytał byłych szefów Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wałentyna Naływajczenkę i Ihora Smeszkę, którzy także kandydują w wyborach, jak zakończyć wojnę z Rosją. Według sondaży Poroszenko rywalizuje o drugie miejsce z ekspremier Julią Tymoszenko. Liderem wyścigu pozostaje komik Wołodymyr Zełenski (na zdjęciu powyżej).
Reklama

Na szczytach władzy w Kijowie nie ma woli politycznej, by zmieniać państwo

Reklama
Czego potrzeba Ukrainie, żeby poradziła sobie z problemem wojny z Rosją?
DGP
Systemowych reform. Po pierwsze, ekonomicznych. Mamy ogromny potencjał w przemyśle rakietowym, lotniczym, kosmicznym i stoczniowym. Nasi informatycy należą do najlepszych na świecie. Jeśli weźmiemy rolnictwo, dysponujemy jedną trzecią światowego czarnoziemu. Ale potrzebujemy technologii. Nie powinniśmy być dostarczycielem siły roboczej, m.in. do Polski, ale tworzyć miejsca pracy tutaj. Nie potrzebujemy MFW. Premier mówił, że tracimy rocznie 3 mld dol. rocznie na korupcji w służbie celnej. To tyle, ile bierzemy z MFW. Może zamiast brać kredyty, wystarczy zrobić porządek na cle?
Systemowe reformy trwają, a Donbas to sprawa dnia dzisiejszego.
Na Ukrainie mamy do czynienia z imitacją reform. A można je przeprowadzić szybko, jeśli jest taka wola polityczna. To kwestia miesięcy. Trzeba tylko zatrudnić w urzędach pozapartyjnych profesjonalistów. Korupcję można zwalczyć w półtora miesiąca.
Jak?
Na pewno nie poprzez tworzenie kolejnych organów walczących z korupcją, które służą tylko rozproszeniu odpowiedzialności. Potrzebują lat, by nabrać doświadczenia i profesjonalizmu. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy jest potężną organizacją, prawie 5000 ludzi zajmuje się tam walką z przestępczością zorganizowaną. Gdzie rezultaty tej walki w postaci wyroków sądowych? Tylko SBU ma bazę danych i potężny aparat agenturalny. Potrzeba woli politycznej, rozkazu walki z systemową korupcją wśród najwyższych przedstawicieli władzy, a po miesiącu nie poznałby pan mojego kraju. Sam koordynowałem niegdyś współpracę naszej prokuratury z FBI. Wspólnie posadziliśmy byłego premiera Pawła Łazarenkę. Nie mogliśmy posadzić go na Ukrainie, bo miał potężną frakcję w parlamencie. Ale wystarczyło woli politycznej prezydenta, by pozwolono nam współpracować z amerykańskimi śledczymi. I gdzie jest teraz Łazarenko? Zniknął ze sceny politycznej. A był wówczas największym z oligarchów i marzył o prezydenturze.
Był pan doradcą prezydenta Petra Poroszenki…
Przez trzy miesiące. Zaprosił mnie jako kadrowego oficera, a przecież trwa wojna. Jest legalnie wybranym prezydentem i zaproponował mi odbudowanie komisji koordynacyjnej ds. wywiadu, którą niegdyś dwukrotnie tworzyłem i kierowałem. Zaproponowałem trzy warianty odbudowy komisji – przy administracji prezydenta, RNBO i Służbie Wywiadu Zewnętrznego. Przez kwartał prezydent nie podpisał żadnej decyzji w tej sprawie. To cała historia mojego doradzania. Potem napisałem raport z prośbą o zwolnienie mnie z funkcji, ale zostałem formalnie przeniesiony do grupy doradców na zasadach obywatelskich. Napisałem liczne raporty na temat SBU, wywiadu, MSW. Prosiłem o podniesienie żołdu żołnierzom oddziałów bojowych wywiadu wojskowego, którzy otrzymywali mniej niż żołnierze regularnej armii. Nie dostałem żadnej odpowiedzi, prezydent nigdy mnie nie przyjął. Myślę, że cała ta historia była pokazówką dla Zachodu, że wykorzystują profesjonalistów do pracy w administracji. A to niestety nieprawda.

Powinniśmy się starać o obecność amerykańskich wojsk na naszym terytorium

Jakie są pana cele na tę kampanię?
Numerem jeden jest stworzenie planu działań na rzecz przywrócenia pokoju i dezokupacji okupowanych rejonów obwodów donieckiego i ługańskiego oraz Krymu.
DGP
Jak konkretnie zaprowadzić pokój na Donbasie? Nie wszystko zależy od Ukrainy.
Mój plan ma trzy składowe. Po pierwsze, działania humanitarne. Przed przywróceniem pokoju trzeba walczyć o powrót zakładników i więźniów politycznych, poszukiwania zaginionych w boju, pomoc poszkodowanym. Władze Ukrainy we współpracy z Czerwonym Krzyżem mogłyby stworzyć fundusz, który by się tymi kwestiami zajmował. Po drugie, działania na rzecz podpisania międzynarodowej umowy o przymuszeniu Rosji jako agresora do dezokupacji Donbasu. Taka umowa powinna zostać zaproponowana USA i państwom UE. Stanowisko Polski jako kraju, który nas najlepiej rozumie, w tym kontekście byłoby bardzo ważne.
Dałoby się zmusić Rosję do dezokupacji?
Umowa powinna przewidywać mechanizmy nacisku na Rosję na rzecz wycofania wojsk i funkcjonariuszy służb z terenów okupowanych. W tym mocne sankcje ze strony USA, UE i innych państw. Stąd pomysł azowskiego pakietu sankcji obejmujących sektorowe restrykcje, np. wobec rosyjskich spółek energetycznych.
Amerykanie wprowadzili już sankcje, Europejczycy też, choć nie w takim rozmiarze. Mimo to Rosja nic sobie z nich nie robi.
Dlatego Ukraina powinna zaproponować taką umowę. W dezokupacji od pięciu lat przeszkadzają też uzgodnienia mińskie z 2015 r., które zakonserwowały status quo. Rosja skorzystała z nich, by winić Ukrainę o ich naruszanie, a sytuacja terenów okupowanych się nie zmieniła. Upływ czasu pogarsza perspektywy reintegracji. Szkolą tam coraz więcej bojowników, a nastroje społeczne na terenach okupowanych nie są proukraińskie.
Jaki status powinien mieć zreintegrowany Donbas?
W razie pozytywnych efektów działań humanitarnych, o których wspominałem, powinno się wznowić międzynarodową pomoc dla obywateli Ukrainy żyjących pod okupacją. I w ten sposób zszywać Ukraińców. Zachętą powinno być stopniowe wznawianie handlu z tamtą częścią Ukrainy w razie postępów dezokupacji. Gdy na terenach dezokupowanych przeprowadzi się wybory, handel z nimi znów może być legalny. Także po to, by pokazać miejscowym, że na miejsce rosyjskiej armii przychodzi nie inna armia, lecz normalne życie.
A co, gdy wybory wygrają tacy ludzie, jak lider Donieckiej Republiki Ludowej Denys Puszylin?
To cena do zapłaty. Nie sądzę zresztą, żeby wygrał Puszylin, bo on nie ma tam żadnego autorytetu.
Jaka jest trzecia składowa planu?
Narodowy plan działań wewnątrz samej Ukrainy. Przede wszystkim walka z korupcją i wprowadzenie natowskich standardów w armii. Powinniśmy się też starać o włączenie do polsko-amerykańskiej inicjatywy rotacyjnej obecności wojskowej, żeby żołnierze USA pojawili się także na naszym terytorium.
Wszyscy tymczasem żyją skandalem korupcyjnym w wojsku z udziałem syna przyjaciela Poroszenki.
Dlatego korupcję trzeba zniszczyć. Ale nie da się tego zrobić przy tym systemie korupcyjnym, który zbudował Wiktor Janukowycz, a Poroszenko go nie zlikwidował. Śledztwo dziennikarskie pokazało patologie w zbrojeniówce, ale przecież to samo dzieje się w energetyce czy sądownictwie.