Nasze partie mogą mieć w Brukseli więcej do powiedzenia, pod warunkiem że PiS znajdzie sojuszników, a Koalicja Europejska uniknie rozkawałkowania.
Dla naszych ugrupowań notowania są dobre, ale ich potencjalny wpływ na unijną politykę zależy od tego, z kim zdecydują się współpracować po eurowyborach. Według naszych informacji do niedawna bardziej prawdopodobny był akces PiS do chadeków niż zwarcie szeregów z Matteo Salvinim. Teraz jednak partia Jarosława Kaczyńskiego stawia na wzmacnianie swojej dotychczasowej frakcji. Z kolei, wbrew przewidywaniom, europosłowie wybrani z list Koalicji Europejskiej mogą się nie rozproszyć po różnych grupach, lecz wybrać tę, która ma władzę. To byłby lepszy, bo zwarty front.

Co mówią sondaże

Reklama
Parlament Europejski zaczął publikację sondaży, które pokazują poparcie poszczególnych frakcji w skali całego kontynentu i to, jakie wyniki będą osiągały partie, które wchodzą w ich skład. Według ostatniego mandaty może stracić większość frakcji w PE. Najbardziej bolesne są dla tych największych, które dzielą i rządzą w Parlamencie. Według wyników ostatniego sondażu z 25 lutego chadecy z Europejskiej Partii Ludowej (EPP) straciliby 36 mandatów, czyli 17 proc. obecnie posiadanych. Jeszcze większy problem mogą mieć socjaliści, tracąc aż 51 mandatów, a więc niemal 28 proc. tego, co mają teraz. Także frakcja PiS ‒ Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy zostanie osłabiona, głównie przez brexit i wyjście torysów.
Jeśli chodzi o stan posiadania dwóch największych polskich partii, to raczej znacząco się nie zmieni. I PO, i PiS będą należały do największych delegacji w PE. Biorąc pod uwagę wyniki najnowszego sondażu, uwzględniającego powstanie Koalicji Europejskiej i jej minimalne zwycięstwo nad PiS, okazuje się, że PiS zachowałby posiadane 18 mandatów. Koalicja Europejska jako całość miałaby 21 mandatów, przy czym dla PO i PSL w EPP przypadłoby 17, o pięć mniej niż obecnie. Nadal polska delegacja będzie najsilniejsza w EPP po Niemcach.

Reklama
PiS z 18 mandatami byłby w czołówce delegacji w ogóle. Gdyby wybory potwierdziły wyniki sondażu, najliczniejsza będzie reprezentacja CDU z 34 mandatami, Liga otrzyma ich 28, włoski Ruch Pięciu Gwiazd 21, niemieccy Zieloni 20, francuski Front Narodowy 19. Na kolejnej pozycji ex aequo znalazłyby się PiS i lewicowe partie z Niemiec oraz Hiszpanii. Poprzedni sondaż dawał PiS 21 mandatów i trzecie miejsce.

Dylematy PiS

Oba największe polskie ugrupowania, jak widać, mają spory potencjał, jednak każde z nich może mieć problemy, by z niego skorzystać.
Główny dylemat PiS to to, gdzie znaleźć się po wyborach. Bardzo prawdopodobna do niedawna była współpraca z chadekami. Według naszych źródeł Prawo i Sprawiedliwość było gotowe zasilić szeregi Europejskiej Partii Ludowej. Warunkiem było wycofanie art. 7 z Rady UE, co wygasiłoby spór o praworządność. Tak się jednak nie stało. ‒ Przeszkodził Timmermans. Wyczuł, że atakowanie nas i podgrzewanie sporu jest dobrą metodą zyskiwania popularności dla niego i lewicy oraz zmniejszania pola manewru chadekom ‒ mówi nam jeden z polityków PiS. Scenariusza z EPP nie można wykluczyć po wyborach, ale wydaje się mało realny, tym bardziej że nie chce tego PO.
Dlatego teraz PiS może się ustawiać po drugiej stronie barykady, naprzeciwko chadeków, bliżej eurosceptyków czy eurorealistów, licząc na przebudowę tej części sceny PE. Od dekady partnerem PiS w europarlamencie jest partia torysów, z którą tworzy wspólnie frakcję Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR). Teraz Wielka Brytania wychodzi ze Wspólnoty, przez co konserwatywna frakcja może wylądować na antypodach euro parlamentu. Na szczęście dla PiS istnieje duża szansa, że brexit, zaplanowany na koniec marca, opóźni się i w następnej kadencji Brytyjczycy przez pewien czas zachowają reprezentację w izbie w Strasburgu.
Ale to jedynie odwleczenie problemu w czasie. Sam PiS próbuje przedłużyć życie Europejskim Konserwatystom i Reformatorom, zabiegając o nowych koalicjantów. W wywiadzie dla ”Financial Times„ współprzewodniczący grupy EKR Ryszard Legutko wyraził nadzieję, że węgierski premier Viktor Orbán jeszcze raz przemyśli sprawę członkostwa swojego Fideszu w Europejskiej Partii Ludowej. Legutce udało się na razie namówić do współpracy partie nacjonalistyczne z Francji i Holandii. W zeszłym tygodniu w Paryżu takie zobowiązanie EKR zawarło z partiami Powstań Francjo i holenderskim Forum na rzecz Demokracji. EKR prowadzi również rozmowy z hiszpańskim ugrupowaniem Vox, które jest czwartą siłą w Hiszpanii.
Ale w europarlamentarnych rozgrywkach kluczową rolę odegra Włoch Matteo Salvini. Jego Liga w przyszłym europarlamencie może stać się drugą najsilniejszą po niemieckiej CDU partią krajową zajmującą 28 miejsc. Legutko twierdzi, że Salvini będzie mile widziany w EKR. Na drodze do takiego aliansu stoją jednak co najmniej dwie przeszkody. Po pierwsze, Salvini jest głęboko zafascynowany Rosją i Władimirem Putinem. Po drugie, dogaduje się z brunatną Alternatywą dla Niemiec i Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen, które byłyby dla PiS trudnymi koalicjantami. Zwłaszcza że niemieccy radykałowie całkiem niedawno z EKR zostali wyrzuceni.

Razem czy osobno?

Zupełnie inny kłopot ma PO. Ostatni sondaż daje tej partii zwycięstwo w wyborach europejskich w Polsce, tyle że w ramach Koalicji Europejskiej. Ale to, co jest siłą, jeśli chodzi o wynik, jest słabością w podziale mandatów. Bowiem, choć według badania Koalicja miałaby wywalczyć 21 mandatów, to PO i PSL, czyli członkowie KE w EPP, wzięliby ich jedynie 17. Dwa razem z kandydatami SLD trafiłyby do lewicy, jeden do Zielonych i jeden z kandydatem Nowoczesnej do liberałów. Ale jak będzie ostatecznie, zależy od tego, kto weźmie mandaty, bo premiuje liczba głosów, a nie miejsce na liście. Dlatego wynik PO w mandatach może być lepszy, niż dają jej sondaże, bo jej kandydaci dostaną więcej głosów niż Zielonych czy Nowoczesnej. Po drugie, nie jest pewne, czy kandydaci wskazani przez inne partie zasilą inne frakcje. Miejsce przyznane SLD mają zająć m.in. byli premierzy Marek Belka, Włodzimierz Cimoszewicz czy Leszek Miller.
‒ Możliwe, że wybiorą klub, gdzie jest faktycznie władza – mówi nam jeden z polityków PO. W takim razie Platforma także należałaby do najsilniejszych frakcji w PE.