Idzie jesień, nie ma na to rady – a szkoda, bo to depresyjna pora. Zwłaszcza dla polityków. Zaś tegoroczna jesień zapowiada się wyjątkowo przygnębiająco. A winę za to ponosi Andrzej Duda.
Gdyby nie wetował, to obóz władzy trwałby w radosnym amoku, że wszystko mu wolno. Tylko możność ciągłego gnębienia opozycji i wprawiania w dygot obywateli z obozu liberalnego rekompensuje kilka dni opadów ciągłych. A gdy tak jeszcze przyjemne połączyć z pożytecznym i wyciągnąć ze spółek Skarbu Państwa kolejne miliony na jakąś kampanię medialną (temat bez znaczenia), to i mgły przestają smucić, a zmiana czasu na zimowy wkurzać.
Reklama

Reklama
Tymczasem Duda nie podpisał. Swoją decyzją powinien teoretycznie wprawić opozycję w szał radości. Dzięki której, jeśli nie obóz rządzący, to przynajmniej liberalny uniknąłby jesiennej depresji. Ale teoria bywa odległa od praktyki, bo prezydent i tak już permanentnie smutną opozycję po prostu dobił. Występ polityka PO Borysa Budki u Kuby Wojewódzkiego stanowi widomy dowód, co się dzieje, gdy człowiek z załamaniem nerwowym udaje, że jest dowcipny. Oglądając coś tak strasznego, zaczyna się tęsknić za leczeniem kanałowym zęba bez znieczulenia. Po prostu mniej boli.
Wejście prezydenta w otwarty spór z prezesem Kaczyńskim największe zagrożenie stwarza dla PO i Nowoczesnej. Nad obu ugrupowaniami Duda ma tę przewagę, że nie jest bezsilny. Dzięki wetu może szantażować PiS nie tylko w kwestii reformy sądownictwa, lecz także w każdej innej sprawie, która budzi kontrowersje. Jeśli po takich zderzeniach sondażowe poparcie dla prezydenta będzie rosnąć, jego pozycja się umocni. Kosztem obu partii liberalnych, bo w oczach wyborców Andrzej Duda przejmuje rolę konstruktywnej opozycji mogącej korygować błędy lub nadużycia rządu.
Być może ta przygnębiająca konstatacja sprawiła, że władze PO odmówiły przyjścia do pałacu na konsultacje w sprawie zmian w konstytucji. Po czym Grzegorz Schetyna zapowiedział tworzenie komitetów organizujących protesty przeciwko prezydenckim projektom reformy sądownictwa. Szefowi PO najwyraźniej zapomniano uświadomić, że jesienna depresja zaburza jasność myślenia. Wbrew temu, co się wydaje partyjnym bonzom w Polsce, elektorat nie zawsze podąża za ugrupowaniami, na które głosuje. Zwłaszcza jeśli te formacje wcześniej miały go za nic.
Od wiosny w sondażach widać trend powolnego odpływania wyborców od PO, zaś Nowoczesna regularnie słabuje, co nie przekłada się na wzrosty notowań innych stronnictw w centrum i na lewej stronie. Najwyraźniej coraz więcej osób ma po dziurki w nosie dotychczasowej opozycji i chciałoby nowej jakości, choć radykalna lewicowość Partii Razem im nie odpowiada. W tym kontekście próby organizowania protestów ulicznych podczas jesiennej słoty pachną na kilometr samobójstwem o podłożu depresyjnym. Tłumów bowiem nie przyciągnie nawet zapowiedź scenicznych występów Budki.
Czyli to obóz władzy nie powinien cierpieć na przedzimowe przygnębienie, lecz rozkoszować się rządzeniem. Nic bardziej mylnego. Nawet przyjemność z obserwowania konwulsji „totalnej opozycji” nie zrekompensuje bólu po zdradzie wykarmionego na własnej piersi prezydenta.
By poczuć, jak jest on wielki, należy zajrzeć na portal wPolityce.pl i przeczytać tekst anonsowany zapowiedzią wzbudzającą niepokój: „»Oni po prostu odjechali!«, czyli kulisy relacji prezes Kaczyński – prezydent Duda. Co będzie dalej? Ważny artykuł Jacka Karnowskiego”. Sam „ważny artykuł” swoim klimatem przywodzi na myśl opisy jesieni Leopolda Staffa. Oddaje on tyle negatywnych emocji, zawodu oraz żalu, że ma się wrażenie, iż autorowi osobiście dyktował go Jarosław Kaczyński. Jest on jak opis zawiedzionej miłości. Jej obiekt, niczym syn marnotrawny, zawiódł na całej linii. „Konsekwentnie negatywnym stosunkiem” do Antoniego Macierewicza okazał „niezrozumiałą zawziętość” i brak szacunku dla starszych. Z rówieśnikami też nie potrafi się dogadać, bo między nim a Zbigniewem Ziobrą zachodzi „napięcie” i „iskrzenie”. A co najgorsze, zaczął negować nawet wolę ojca. A przecież „zdaniem prezesa PiS nie jest to coś, co powinno wpływać na sprawy wagi państwowej. Tym bardziej, że wszelkie wątpliwości co do zawetowanych ustaw Duda mógł zgłosić bezpośrednio Kaczyńskiemu. Wystarczył telefon” – podkreśla Karnowski.
Idzie jesień, Duda nie dzwoni. A przecież jeszcze tej poprzedniej zawsze dzwonił z pytaniem, czy ładnie podpisał. Z nagłym dorastaniem młodych tak ciężko się pogodzić. „Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny... / Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...” – łkał przygnębiony Leopold Staff. Nawet Antoni Macierewicz jeszcze się łudzi, że wszystko da się odwrócić. Tuż po powrocie z USA rzucił dziennikarzom: „Widać, że pan prezydent jest świadom, że pewne początkowo przez niego podjęte działania, które miały blokować zmiany przedstawione przez PiS, są nierealne, i liczę na to, że ta ewolucja będzie następowała”. Tyle że gdyby prezydent wrócił pod drzwi prezesa, mógłby zapomnieć o drugiej kadencji. Co oznacza powrót na uczelnię, gdzie już czekają koledzy prawnicy...
Chcąc przetrwać, Duda musi iść do przodu, nawet jeśli widać, że nadal nie wie, dokąd zmierza. Skutkiem ubocznym jego dorastania stało się wpędzenie w przygnębienie niemal całości klasy politycznej. Tymczasem za depresją podążają zaburzenia lękowe, rozkład związków, chaos. Zwłaszcza gdy nie wiadomo, co dalej robić, i nie sposób przewidzieć, co się zdarzy. Taki właśnie stupor widać w zachowaniu zarówno przywódców opozycji, jak i obozu władzy. A stąd już tylko krok w stronę początku dekomponowania się sceny politycznej. „To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny / I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, / Dżdżu krople padają i tłuką w me okno... / Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną ...”.