Brad Mehldau/Mark Guiliana "Mehliana: Taming the Dragon" - recenzja

Brad Mehldau/Mark Guiliana "Mehliana: Taming the Dragon"
Brad Mehldau/Mark Guiliana "Mehliana: Taming the Dragon"Media / Administrator
19 marca 2014

Zanim włączysz płytę, wyrzuć z pamięci wszystko, co kojarzy ci się z nazwiskiem Brada Mehldaua. „Mehliana: Taming the Dragon” to inny album niż jego wcześniejsze dokonania.

 Zapomnij o koronkowych interpretacjach szlagierów pop, jakie grywa ze swoim trio, o klasycyzującym brzmieniu jego fortepianu solo. Większość tej płyty to nawet nie jazz – raczej muzyczna podróż w galaktykę bardzo odległą. To królestwo Hancocka, Beastie Boys, Squarepushera oraz Medeski, Martin & Wood, gdzie funk spotyka się z progresywnym rockiem, hip-hop z drum’n’bassem, a elektroniczne szumy z partiami dziecięcych chórów. Akustyczny fortepian pojawia się tu w zaledwie dwóch, może trzech kompozycjach. Pozostałą dziesiątkę Mehldau spędził za pulpitami oldskulowych organów i syntezatorów. Zamiast rozwlekłych, lirycznych pasaży gra więc krótkie, mięsiste frazy, idealnie współgrające z gęstą rytmiczną dżunglą, o dekadę młodszego Marka Guiliany. Ten ostatni po swojej ubiegłorocznej płycie „A Form of Truth” jest zdecydowanie na fali. Na „Mehlianie” odpowiada za perkusję i wszelkie elektroniczne brzmienia. Wprawdzie po szóstym przesłuchaniu wciąż nie mam pojęcia, kto tu kogo oswaja ani też kto jest tytułowym smokiem. Najlepiej kolejny raz puścić tę płytę.

Pozostało 11% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.