Związki i zloty bezfrakowców. Polska tradycja orkiestr "do tańca"

Na imprezie nie mogło zabraknąć muzyki na żywo.
Na imprezie kiedyś nie mogło zabraknąć muzyki na żywo.Narodowe Archiwum Cyfrowe
25 grudnia 2023

Nie tylko plakat i film miały „polską szkołę”. Naszą specjalnością w socjalistycznym bloku były orkiestry służące „lżejszej muzie”.

Przed wojną w licznych modnych klubach do tańca przygrywała warszawiakom m.in. wysoko ceniona Orkiestra Artura Golda i Jerzego Petersburskiego. W repertuarze dominowały wówczas tanga. Choć nie dotrwał do 1939 r., to ten zespół – bohater wielu płyt wytwórni Syrena, które uświetniły niejedno przyjęcie domowe – pozostał w pamięci mieszkańców miasta, nawet gdy ono samo zostało zrównane z ziemią. Jak się okazało, orkiestry taneczne potrzebne były ludziom – i władzom – także w Polsce socjalistycznej. Przytulano je do państwowego radia i telewizji, bo miały przede wszystkim zapewniać oprawę muzyczną programów.

Kilka dużych miast zyskało wtedy własne zespoły – w Warszawie pracowała orkiestra Stefana Rachonia, w Łodzi – Henryka Debicha, w Katowicach – Jerzego Miliana. W Poznaniu – później, pod koniec lat 70. – stworzono dowodzony przez Aleksandra Maliszewskiego Alex Band. Orkiestry zapadły w pamięć nie tylko dzięki regularnym występom radiowym, lecz także za sprawą akompaniowania wokalistom na festiwalach, które Polacy śledzili z niesłabnącą uwagą – w Opolu i Sopocie.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.