Americana Lipnickiej

Anita Lipnicka
Anita LipnickaMedia
10 października 2013

O kulisach pracy nad nowym, zaskakującym krążkiem „Vena Amoris” oraz o tym, czy dobrze jej bez Varius Manx, opowiada Anita Lipnicka.

Skrót artykułu

Gdyby nie śpiewała pani po polsku, można byłoby odnieść wrażenie, że „Vena Amoris” została nagrana w Stanach, a na gitarze udziela się ktoś taki, jak Neil Young. Amerykański klimat albumu to od początku zamierzony efekt?

Recenzja płyty "Vena Amoris"
Recenzja płyty "Vena Amoris"

Tak. Od jakichś pięciu lat jestem zafascynowana nurtem americana. Słucham artystów z niezależnej sceny countryfolkowej z USA i tak nasiąknęłam tymi dźwiękami, że postanowiłam nagrać płytę w tym klimacie, ale zaśpiewaną po polsku. Bałam się, że to trochę nienaturalne połączenie i może się nie udać. Jednak z czasem, jak zaczęłam próbować, nagrywać wokale przy bandżo czy slide guitar, zobaczyłam, że można to fajnie połączyć, i poszłam tym tropem. Nie chciałam ani powielać swoich własnych dokonań, ani nagrywać czegoś, co muzycznie przypominałoby rodzime krajobrazy.

To dlaczego nie nagrała pani tej płyty w Nashville?

To by było zbyt oczywiste. Płytę nagrywaliśmy w Anglii, miejscu jakby pośrodku, neutralnym. Tam spotkałam ludzi, którzy też lubią styl americana, ale nie są Amerykanami. Cały materiał zarejestrowaliśmy live, bez użycia mechanicznego clicka, outotune’a i innych wspomagaczy dźwięku.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.