Szkolnictwo wyższe: Oto, jak uczelnie ustawiają konkursy

studenci, studia, uniwersytet
80,3 tys. nauczycieli akademickich pracuje na uczelniach publicznychShutterStock
10 maja 2016

Profilowanie naboru pod konkretną osobę, przymykanie oka na braki swoich kandydatów, ocenianie ich przez promotorów czy krewnych – takie nieprawidłowości ujawnia najnowszy raport Fundacji Fundusz Pomocy Studentom

Zespół Watchdog.edu.pl w ramach badania „Otwarte i uczciwe konkursy na stanowiska nauczycieli akademickich – to reguła czy wyjątek?” przeprowadził monitoring procedur rekrutacyjnych w 55 jednostkach organizacyjnych uczelni publicznych. Zebrano dokumentację dotyczącą 492 postępowań konkursowych.

Jeden kandydat na jedno miejsce

Do przeprowadzania otwartego naboru zobowiązuje uczelnie publiczne art. 118a ustawy z 27 lipca 2005 r. – Prawo o szkolnictwie wyższym (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 572 ze zm.). Wynika z niego, że zatrudnienie nauczyciela akademickiego musi być poprzedzone otwartym konkursem, jeśli jego wymiar przewyższa połowę pełnego wymiaru czasu pracy na danym stanowisku.

– Z raportu wynika, że uczelnie konkursy przeprowadzają, ale można mieć wątpliwości, czy ich celem zawsze jest wyłonienie najlepszego kandydata – mówi Robert Pawłowski, prezes Fundacji Fundusz Pomocy Studentom. – Widać, że obowiązkowe procedury uwierają uczelnie. Obchodzi się je na wszelkie sposoby, aby wyłonić swoich kandydatów – wskazuje.

Ma miejsce m.in. proceder profilowania treści ogłoszenia pod konkretną osobę. Cel takiego działania jest prosty – wysoko specjalistyczne kryteria, jakie musi spełnić przyszły pracownik, uniemożliwiają udział w konkursie innym. Do otwartego konkursu zgłasza się więc jeden kandydat, który go wygrywa. Fundacja przytacza najbardziej dobitne przykłady.

– W ogłoszeniu o konkursie otwartym na stanowisko adiunkta w Katedrze Hydrogeologii i Geologii Inżynierskiej wskazano następujące wymogi: „posiadanie doświadczenia w modelowaniu przepływu wód podziemnych, transportu i ciepła z wykorzystaniem programów bazujących na obliczeniach metodą elementów skończonych FEFLOW i różnic skończonych Visual MODFLOW oraz wiedzy z zakresu automatycznej kalibracji z użyciem programów PEST i UCODE, posiadanie doświadczenia w tworzeniu modeli konceptualnych, hydrologicznych i geologiczno-strukturalnych z wykorzystaniem oprogramowania (HydroGeoBuilder, SWAT i EarthVision), wykazanie się umiejętnością pracy z wykorzystaniem różnych programów GIS takich jak QGIS, ArcGIS oraz oprogramowania”. Zdarzało się, że w nazwie pliku o ogłoszeniu konkursu wpisywane było imię i nazwisko osoby, która miała go wygrać – opowiada Pawłowski.

O ustawkach świadczą też pytania kierowane do startujących. – W przypadku jednej z białostockich uczelni w ramach konkursów zgłoszało się zazwyczaj kilku kandydatów. Komisja konkursowa w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej pytała tylko o jedno dość specjalistyczne zagadnienie, na które odpowiedź znała tylko jedna osoba. Może to świadczyć o tym, że znała je wcześniej, a innych kandydatów potraktowano w sposób wykluczający – mówi Przemysław Brzuszczak, współautor raportu.

Limitowanie konkurentów

Wyniki badania wskazują również, że uczelnie często dążą do tego, aby o konkursie wiedziało jak najmniej osób. Co prawda szkoły wyższe mają obowiązek ogłaszania ich (np. na portalu szkoły wyższej, ministerstwa czy KE), jednak przepisy nie określają minimalnego odstępu między datą zamieszczenia a terminem składania zgłoszeń. Zazwyczaj jest to 14 dni.

– To zdecydowanie za krótki termin, poniekąd wypaczający ideę otwartego konkursu – uważa Przemysław Brzuszczak. W jego ocenie powinno to być co najmniej 30–60 dni.

Eksperci FPS odnotowali też dość rygorystyczne podejście do niewielkich uchybień w aplikacji kandydata spoza uczelni przeprowadzającej postępowanie konkursowe przy jednoczesnym liberalnym nastawieniu do poważniejszych mankamentów zgłoszenia osoby z uczelni. Zdarzała się również dyskryminacja kandydatów ze względu na wiek i przerwy w karierze.

– Można też odnieść wrażenie, że szkoły wyższe nawet intuicyjnie nie dostrzegają nic niewłaściwego w zasiadaniu w komisji konkursowej, opiniującej przecież aplikacje, opiekunów naukowych kandydatów. Chodzi przede wszystkim o promotorów prac magisterskich i doktorskich autorstwa osób biorących udział w konkursie otwartym – wskazuje Brzuszczak.

Monitoring ujawnił także incydentalne przypadki uczestnictwa w pracach komisji konkursowej członka najbliższej rodziny kandydata czy też żony promotora pracy dyplomowej jednego z kandydatów.

Zaledwie kilka z badanych szkół wyższych uchwaliło przepisy mające na celu przeciwdziałanie temu zjawisku. Ponadto w żadnym z analizowanych przez zespół Watchdog.edu.pl otwartych postępowań konkursowych nie wziął udziału ekspert zewnętrzny.

– A to powinno być standardem – uważa Przemysław Brzuszczak. – Nie było takiego konkursu, który nie budziłby wątpliwości. W zdecydowanej większości przypadków do konkursu zgłaszał się tylko jeden kandydat. Obecna procedura wyłaniania pracowników uczelni nie sprawdza się. Nie motywuje np. do mobilności. Największe szanse na podjęcie pracy w danej uczelni ma osoba związana z nią. Konieczne jest przemyślenie obecnych regulacji prawnych i wprowadzenie kodeksów dobrych praktyk – wskazuje Przemysław Brzuszczak.

Grażyna Skąpska, przewodnicząca Konwentu Rzeczników, uważa jednak, że łatanie prawa niewiele pomoże.

– Żadne prawo nie będzie funkcjonowało, jeżeli nie będzie miało poparcia w normach obyczajowych. Niestety w środowisku panuje milczące przyzwolenie na tego typu nieprawidłowości. Poszkodowani, którzy mogliby o tym głośno mówić, boją się, że potem nie znajdą pracy, gdyż zostaną uznani za pieniaczy – dodaje.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.