Kiedy w połowie lipca Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał swoje orzeczenia dotyczące Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, każdy zdawał sobie sprawę, że będzie to początek prawniczego armagedonu. No ale tego, że minister sprawiedliwości zarzuci I prezes Sądu Najwyższego Małgorzacie Manowskiej, z którą jeszcze kilka miesięcy temu łączyły go nad wyraz poprawne stosunki, że działa ona w sposób sprzeczny z polskim prawem, „rangi tak ustawowej, jak konstytucyjnej” i że likwidacja ID SN to tak naprawdę realizacja wcześniej zaplanowanego, ujętego nawet w Polskim Ładzie, założenia, chyba nikt nie mógł przewidzieć. A najbardziej absurdalne w tym wszystkim jest to, że do tej sytuacji nigdy nie powinno dojść.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.