Nowy rząd idzie jak burza. Jak najszybciej chce przeprowadzić reformy w oświacie, pomocy społecznej i administracji rządowej. Nie ma w tym nim dziwnego, bowiem premier Beata Szydło w ubiegłotygodniowym exposé zapowiedziała, że w ciągu pierwszych 100 dni urzędowania będzie starała się wywiązać z jak największej liczby swoich przedwyborczych obietnic.
Takie podejście jest godne pochwały, tylko że pośpiech nie jest najlepszym doradcą. Coraz częściej zwracają na to uwagę samorządy. Bo tak naprawdę to na nich będzie spoczywał obowiązek wdrożenia wielu zmian. Tymczasem stan zatrudnienia w ich urzędach nie zwiększy się z dnia dzień. A to samorządowi pracownicy będą chociażby wyliczali, jak zapowiadane 500 zł na każde dziecko wpłynie na świadczenia z funduszu alimentacyjnego, dodatki mieszkaniowy i energetyczny czy zasiłki z pomocy społecznej. To oni będą musieli w ekspresowym tempie przygotować podległe im przedszkola i szkoły na rewolucję zapowiadaną przez rząd, a zarazem zadbać, by placówki sprawnie działały.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.