Donosiciele w pracy. Nie lubimy, nie rozmawiamy

Fundacja Batorego wraz z CBOS sprawdziły, jak oceniani są pracownicy, którzy informują, że w ich firmie dzieje się coś złego. Po angielsku nazywa się ich whistleblowerami, czyli gwiżdżącymi na alarm. Po polsku mówi się: sygnaliści. Ale i tak w ocenie społecznej to po prostu donosiciele.

Badanie „Bohaterowie czy donosiciele?” po raz pierwszy tak dogłębnie sprawdziło stosunek Polaków do informowania o lobbingu, korupcji czy łamaniu prawa przez pracodawców, przełożonych lub kolegów z pracy. Niestety okazuje się, że od sygnalisty nie udało się odkleić łatki donosiciela. Bo choć aż 70 proc. badanych zapewnia, że byłoby gotowych ujawnić nieprawidłowości w firmie czy instytucji (np. dwie trzecie Polaków zawiadomiłoby prokuraturę o tym, że ich firma wylewa trujące ścieki do rzek), i tak dla co piątego badanego osoba, która sygnalizuje problemy, to albo zdrajca, albo kapuś, albo w najlepszym przypadku głupek, który niepotrzebnie się naraża.

Pozostało 24% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.