Marczuk: Na Nowogrodzką wprowadził się debiutant. Oby nie utonął w rękach wizażystki

Bartosz Marczuk
Bartosz MarczukDGP
17 listopada 2011

160 mld zł rocznie na świadczenia wydaje ZUS. To ponad 50 proc. polskiego budżetu. W latach 2013 – 2017 Fundusz Ubezpieczeń Społecznych musi otrzymać z budżetu 325 mld zł.

Wydajemy pieniądze na becikowe, a rodzice nie mogą posłać dzieci do żłobków czy przedszkoli. Grozi nam demograficzna gilotyna. Bez pracy jest 13 proc. Polaków, przybywa młodych, którzy nie mogą znaleźć zatrudnienia. To tylko kilka punktów z listy, za które odpowiada resort pracy. Tam tkwią klucze do reform. I kolejny raz kolejny premier przykłada do tego małą wagę.

Nie chcę na starcie przekreślać Władysława Kosiniaka-Kamysza, który ma zostać szefem tego resortu. Chciałbym, aby przyjął kurs na zmiany. Ale wiem, jak ważny to resort i jak wiele przecina się tam wpływowych lobby. Aby dokonać zmian, trzeba dobrze orientować się – od rynku pracy przez ubezpieczenia społeczne, kodeks pracy po demografię – ale też mieć silne zaplecze w Sejmie i mocne poparcie premiera. To resort społeczny, a każde zmiany w tej materii wywołują ostry opór. – Od 4 lat jest sekretarzem Naczelnego Komitetu Wykonawczego PSL, ma doktorat z medycyny, robił badania międzynarodowe. Jest zaangażowany w działalność polityczną – reklamuje kandydata na ministra pracy Pawlak. Czy to wystarczy?

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.