Autopromocja

Szef PIP: Nikt teraz nie skłamie w żywe oczy inspektorowi, że pracuje od dziś

Roman Giedrojć
Roman GiedrojćMedia
17 czerwca 2016

Likwidacja pierwszej dniówki to znakomite rozwiązanie, które spowoduje, że szara strefa zostanie w sposób znaczący ograniczona, a wszystkim nam o to chodzi: i państwu, i rządowi, i inspekcji pracy, i uczciwym pracodawcom, i przede wszystkim pracownikom - mówi w wywiadzie dla gazetaprawna.pl Roman Giedrojć, Główny Inspektor Pracy.

Czy jest to skuteczny instrument, to się okaże. Natomiast przez wiele lat, i bez znaczenia, kto był Głównym Inspektorem Pracy, czy Bożena Borys-Szopa, czy Tadeusz Zając, Anna Tomczyk, czy Iwona Hickiewicz – wszyscy szefowie PIP, i teraz ja, zawsze szliśmy w tym samym kierunku, że umowa o pracę powinna być podpisana przed rozpoczęciem pracy.

Posłużę się przykładem. Swego czasu, idąc do pracy, wielokrotnie przechodziłem obok rusztowania, na którym pracowało czterech robotników. Zapamiętałem ich dobrze. Patrzyłem przez cały tydzień jak pracują, ale pod koniec tygodnia zorientowałem się, że po przestawieniu rusztowanie zagraża ich życiu i zdrowiu, w związku z czym błyskawicznie podjąłem czynności kontrolne. Gdy zapytałem, od kiedy pracują, otrzymałem odpowiedź: Co się pan głupio pyta - od dzisiaj.

Inspektorzy pracy nadal będą sprawdzać, na jakich warunkach jest świadczona praca i czy osoby wykonujące pracę posiadają umowę. Wydałem polecenie, by z wyjątkową uwagą przyglądać się zwłaszcza umowom zlecenia i o dzieło, czy zostały zawarte zgodnie z prawem. Jest wielka determinacja z naszej strony, by w warunkach właściwych dla stosunku pracy przekształcać je w umowy o pracę. W 2015 roku 8,3 tys. osób posiadających pozorne umowy cywilnoprawne otrzymało, w wyniku działań inspekcji pracy, umowy o pracę. To moim zdaniem ciągle za mało, circa 50 tys. umów powinno być przekształcanych rocznie, ale inspektorzy muszą zostać wyposażeni w bardziej skuteczne narzędzia prawne.

Jeśli chodzi o syndrom pierwszej dniówki, nie będzie już sytuacji, gdy w żywe oczy kłamie się inspektorowi pracy i wskazuje, że dana osoba pracuje „tu i teraz” od dziś. Przepis był fatalnie skonstruowany. Bo pojęcie pierwszej dniówki było takie, że gdy pracodawca potwierdził umowę o siódmej rano – było dobrze, o dziesiątej – dobrze, o piętnastej – też dobrze, ale mógł i o dwudziestej czwartej, to był ten sam dzień. Dziwię się, że tak późno ten przepis został zmieniony, ale lepiej później niż wcale.

Likwidacja pierwszej dniówki to znakomite rozwiązanie, które spowoduje, że szara strefa zostanie w sposób znaczący ograniczona, a wszystkim nam o to chodzi: i państwu, i rządowi, i inspekcji pracy, i uczciwym pracodawcom (a takich jest większość), i przede wszystkim pracownikom, żeby mogli godziwie dotrwać do emerytury.

Dokładnie tak samo jak w przypadku innych kontroli: zwróci się do pracodawcy o pokazanie umowy, a jeśli ten nie będzie chciał tego zrobić, może to zostać potraktowane jako utrudnienie inspektorom wykonywania czynności służbowych, za co grozi kara grzywny w postępowaniu mandatowym od 1 tys. do 2 tys. zł , w przypadku recydywy do 5 tys. zł, a przed sądem - do 30 tys. zł. Inspektor pracy może też skierować do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Z mojej praktyki wynika w sposób jednoznaczny, że skuteczniejsze są działania w postępowaniu wykroczeniowym, bo gdy pracodawca dostanie karę 4 tys. czy 5 tys. zł za nieokazanie dokumentu, to po raz drugi tego nie zrobi. Niektórzy mówią, że nie powinno się tego typu spraw realizować w formule wykroczeniowej, jednak kodeks pracy był wielokrotnie zmieniany, a możliwości nałożenia grzywny nigdy nie wykreślono.

Przepis dotyczący umów terminowych, jest znakomitym rozwiązaniem. Oczekuję, że zmiana przyczyni się do wyeliminowania przynajmniej części ze stwierdzanych od lat przez inspekcję pracy uchybień w przestrzeganiu przepisów dotyczących zawierania i rozwiązywania terminowych umów o pracę.

Negatywnie natomiast oceniam zawartą w tej nowelizacji regulację art. 251 § 4 pkt 4 Kodeksu pracy, która umożliwia zawieranie umów o pracę na czas określony bez stosowania ustawowych limitów w przypadku, gdy pracodawca wskaże obiektywne przyczyny leżące po jego stronie. Nowy przepis w praktyce może prowadzić do nieuprawnionego wykorzystywania umów o pracę na czas określony, w sytuacji gdy powinny być zawierane umowy na czas nieokreślony. Przypadki, w których dopuszczalne byłoby zawieranie umów na czas określony z pominięciem ograniczeń wprowadzonych przez ustawodawcę, powinny być w sposób jednoznaczny określone w przepisach, a nie pozostawione ocenie pracodawcy.

Zabrakło też doprecyzowania nowego obowiązku informacyjnego względem Państwowej Inspekcji Pracy, który związany jest z zawieraniem umów bez stosowania ustawowych limitów z obiektywnych przyczyn leżących po stronie pracodawcy.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: gazetaprawna.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.