Sprawa kapitału zagranicznego jest zawsze demonizowana. Rządy albo uważają ten kapitał za tak potrzebny jak powietrze, że gotowe są mu dawać uprzywilejowaną pozycję, dyskryminując jednocześnie własnych przedsiębiorców, albo też, popadając w drugą skrajność, uważają go za zagrożenie dla naszych branż, chociażby takich jak bankowość.
Jest to schizofreniczne rozdwojenie jaźni rządu, skoro z jednej strony w tym samym czasie można dawać olbrzymie pieniądze firmom zagranicznym za to, że przez moment będą w Polsce, a z drugiej strony ograniczać aktywność zagranicznego kapitału w niektórych branżach, twierdząc, że może być zagrożeniem.
Właściciel nie taki ważny
Pytanie o to, czy polskie banki powinny trafiać w ręce polskich właścicieli, czy też mogą przejść w ręce zachodnich inwestorów, jest źle postawione. To całkowicie fałszywy wymiar postrzegania zdarzeń gospodarczych. Pytanie powinno być postawione zupełnie inaczej, tzn. czy polski rząd na terytorium Polski jest w stanie zagwarantować egzekucję polskiego prawa? Jeżeli tak, to kto jest właścicielem, ma już o wiele mniejsze znaczenie. Jak mogliśmy się przekonać w przypadku prywatyzacji innych sektorów, nic niekorzystnego się nie dzieje i nie wydarzy, jeżeli polski rząd jest w stanie wyegzekwować przestrzeganie zawartych umów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.