Dzięki kryzysowi mogą za to spać spokojnie nowojorskie karaluchy i pluskwy. Insekty, które są przekleństwem Manhattanu, były dotąd zwalczane za pomocą finansowanego z publicznych pieniędzy programu IPM.
Prawie trzy lata po upadku Lehman Brothers widmo drugiej fali kryzysu znów zawisło nad gospodarkami Zachodu. Co nas czeka, z grubsza wiadomo: spowolnienie wzrostu PKB, rosnące bezrobocie, dalsze cięcia budżetowe i wyższe podatki. Ale prócz tych łatwych do przewidzenia efektów makroekonomicznych spadnie na nas lawina mocno nieoczywistych (niemniej bardzo namacalnych) skutków ubocznych, które przynosi ze sobą nadciągająca recesja.
Weźmy choćby rynek surowców. O tym, że od miesięcy drożeje złoto, wiedzą już wszyscy. Kruszec jest dla inwestorów tym bardziej popularną lokatą, im mniej pewna staje się sytuacja największych gospodarek, a co za tym idzie ich walut. Ale współczesna gorączka złota ma też swoje praktyczne konsekwencje. Od miesięcy w Londynie (gdzie znajduje się światowe centrum obrotu kruszcem) kończy się dostępna powierzchnia magazynowo-sejfowa, w której można bezpiecznie przechowywać cenny metal. Trudno się dziwić, bo obecnie w rękach inwestorów jest go już 2,3 tys. ton. Banki operujące na rynku złota na gwałt szukają więc miejsca na budowę nowych magazynów, a na razie przerzucają koszt na klientów. Od marca opłata za składowanie kruszcu w niektórych miejscach się podwoiła. Coraz trudniej znaleźć też bank uzależniający cenę składowania złota wyłącznie od jego wagi, a coraz częściej jest ona procentem aktualnej wartości surowca. W skali roku to od 0,03 do 0,15 proc.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.