Tygodnik „Nie”, pisząc o polskich komandosach w Donbasie, wszedł w buty ministra Antoniego Macierewicza. Kiepsko udokumentowany materiał został przedstawiony jako – trzymajmy się retoryki ministra obrony – „informacja porażająca”.
„Macierewicz zbrojnie prowokuje Rosję” – pisze były poseł Ruchu Palikota Andrzej Rozenek. Jacek Żakowski skomentował w „Gazecie Wyborczej”, że po podaniu takiej informacji „w normalnych warunkach ziemia by się zatrzęsła”. Problem w tym, że ten wybuchowy news jest tak dziurawy, że aż się prosi, by nie traktować go poważnie. O jego jakości świadczy również brak zainteresowania biorących udział w wojnie propagandowej przeciw Ukrainie mediów rosyjskich.
Jakie konkrety podaje Rozenek? Po pierwsze żołnierzy wysłanych na Ukrainę jest 18. Na co dzień służą w Jednostce Komandosów w Lublińcu. Towarzyszy im oficer SKW. Na swoją tajną misję pojechali toyotami hilux. Mają po 2 tys. sztuk amunicji. Stacjonują 80 km od linii frontu. I właściwie to wszystko. Reszta jest komentarzem autora. A raczej apelem o dymisję Macierewicza, który posłał żołnierzy na pewną śmierć. A teraz spójrzmy na mapę. Front w Donbasie przebiega od miejscowości Szyrokyne na południu po Stanicę Ługańską na północy. Główną arterią komunikacyjną na potrzeby tego, co Ukraińcy nazywają operacją antyterrorystyczną, jest droga M03 prowadząca z Charkowa przez Izium do Kramatorska i Słowiańska. Zakładając hipotetycznie, że informacje „Nie” są prawdziwe, a żołnierze znajdują się 80 km od frontu, Polacy są daleko od jakiegokolwiek niebezpieczeństwa.