W przedpokoju mieszkania Iwony stoi kilka koszy na śmieci. Najtańszych, plastikowych z Ikei. Były ostatnio po 4 zł od sztuki. Bo kiedy jest bardzo źle, Iwona nawet nie idzie do łazienki.
Kiedy Iwona (imię zmienione), lat 36, podnosi rękawy szyfonowej bluzki, na chwilę zamieram. Blizna na bliźnie. Bledsze to te z początku choroby. Różowawe z czasów, kiedy przyszło kolejne załamanie, a krwistoczerwone są sprzed tygodnia. To wtedy Iwona po raz kolejny musiała coś poczuć. Wyładować swój żal, frustrację i niemoc na umęczonym ciele. Terapia czasem pomaga, czasem nie działa w ogóle. Zależy od dnia. Od tego, czy Iwona dostanie opieprz w korpo, gdzie pracuje, czy będzie miała udaną pierwszą randkę i czy matka nie zadzwoni z pretensjami, że nie pomaga jej tak, jak ona by chciała. U Iwony wszystko zależy od dnia. I tego, czy zje odmierzone przez lekarza posiłki, kęs po kęsie, przeżuwając wolno i próbując się tym smakiem pocieszyć. Czy też pożre wszystko, co tylko ma pod ręką. A potem zadzwoni do kilku knajp, zamówi jedzenie z dowozem, za które zapłaci kolejną kartą kredytową z kolejnego banku. I tak spędzi najbliższą noc. Zażerając się.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.