W piątek Trump poinformował, że Manafort zrezygnował ze swej funkcji. NABU oświadczyło wcześniej, że fakt, iż jego nazwisko znajduje się w zapisach łapówkarskich wydatków Partii Regionów nie oznacza, że pobierał on od niej pieniądze.

„Obecność nazwiska Manaforta na tych listach nie oznacza, że rzeczywiście wziął on te pieniądze. W rubryce z nazwiskiem osoby, która je otrzymywała, widnieją podpisy innych ludzi. Śledztwo w tej sprawie trwa” – ogłosiło Biuro.

Według dziennika "New York Times” śledczy w Kijowie prowadzący dochodzenie w sprawie korupcji w prorosyjskim rządzie obalonego w lutym 2014 r. Janukowycza znaleźli dokumenty z ręcznie spisaną ewidencją nielegalnych płatności dokonywanych przez jego współpracowników. Znajdują się tam m.in. wpisy o wypłatach dla Manaforta na łączna kwotę 12,7 miliona dolarów w gotówce.

Reklama

Manafort zaprzeczył tym rewelacjom, wiadomo jednak, że pracował on dla Janukowycza w latach 2007-2012.

Deputowany do ukraińskiego parlamentu i były dziennikarz gazety internetowej „Ukrainska Prawda” Serhij Łeszczenko ujawnił tymczasem, że pieniądze dla Manaforta pobierali z kasy Partii Regionów znani politycy, którzy należeli do tego ugrupowania oraz obecni posłowie, którzy byli z tą partią związani.

„Dziewięć razy pieniądze dla Manaforta otrzymał deputowany Partii Regionów Witalij Kalużny (…). Odbierał on kwoty w wysokości 1 mln USD, 846 tys. USD i 750 tys. USD” – poinformował Łeszczenko na konferencji prasowej w piątek w Kijowie.

Łeszczenko oświadczył również, że w czarnej księdze korupcji Partii Regionów znajduje się też nazwisko znanego amerykańskiego dziennikarza, Larry’ego Kinga. „Otrzymał on z czarnej kasy Partii Regionów 225 tys. USD” – powiedział.

Redaktor naczelna „Ukrainskiej Prawdy” Sewhil Musajewa-Borowyk wyjaśniła, że miało to być honorarium, które King otrzymał za przeprowadzenie wywiadu z b. premierem Ukrainy i bliskim współpracownikiem Janukowycza, Mykołą Azarowem.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)