Brytyjski premier zawsze potrafił dostosować się do rzeczywistości i zbijać na tym polityczny kapitał. Często podejmował odważne decyzje i równie często dzięki nim stawał na wygranej pozycji
– Oczywiście jestem wielkim sympatykiem Thatcher, ale nie wiem, czy to od razu czyni mnie thatcherystą – mówił David Cameron w listopadzie 2005 r., gdy ubiegał się o przywództwo Partii Konserwatywnej. Dystansowanie się od największej ikony ugrupowania budziło sporą konsternację wśród prawicowych publicystów, niemniej członkowie partii dali się przekonać twierdzeniom Camerona, że potrzebuje ona nowego wizerunku, by mogła wrócić do władzy. Po ponad 10 latach i dwóch wyborczych zwycięstwach nikt nie ma wątpliwości, że dokonana przez niego modernizacja okazała się skuteczna.
Wybór Camerona został sceptycznie przyjęty nie tylko przez prawe skrzydło. Rządząca wówczas Partia Pracy przekonywała, że wybierając młodego, dynamicznego i przystojnego lidera, konserwatyści próbują powtórzyć sukces Tony’ego Blaira, podczas gdy naprawdę Cameron bardziej dba o swój wizerunek, a poglądy dostosowuje do nastrojów społecznych. Zaczęto go więc przezywać Davidem Kameleonem.