Odniósł się w ten sposób do publikacji wtorkowej "Rzeczpospolitej", według której premier Donald Tusk w piątkowym expose ogłosi m.in. ograniczenie becikowego i ulgi na dzieci. Dziennik pisze, że propozycje działań będą uzależnione od tego, jak wysoki będzie wzrost PKB lub czy będziemy mieli do czynienia z recesją. Jak wynika z ustaleń "Rz", w wariancie zakładającym najlepszy stan gospodarki od najbliższego roku z ulgą na dzieci musieliby się pożegnać rodzice posiadający jedno bądź dwójkę dzieci.

"Ja z tych przecieków z expose na razie nie mogę dostrzec całościowej wizji, jak ma wyglądać Polska za rok. Mam nadzieję, że w expose będzie inaczej. Choć mam też doświadczenie z zeszłej kadencji, że expose sobie, a potem działania - sobie" - powiedział Hofman. Jak zaznaczył, najbardziej istotne jest to, by Polacy poznali stan finansów państwa i pomysły, jak go naprawić.

Hofman, pytany przez dziennikarzy o ocenę propozycji ograniczenia ulg na dzieci, oświadczył: "To jest złapanie premiera za rękę, właściwie za słowo, na kłamstwie. Bo jeszcze przed wyborami premier mówił, kiedy go pytaliśmy, że w dzieci należy inwestować, a teraz dla 5,5 mld zł ta ulga na dzieci zostanie zabrana. Szczególnie że przyrost naturalny w Polsce jest ujemny od kilku miesięcy, więcej ludzi umiera, niż się rodzi" - powiedział.

Rzecznik PiS zaznaczył, że jego partia proponuje inne rozwiązanie. "Przyjęcie naszej ustawy - wybór: OFE a ZUS - da w tym roku kilka miliardów złotych, ok. siedmiu, w przyszłym roku jeszcze więcej. Nie zabierajmy więc dzieciom ani rodzinom, które te dzieci chcą mieć, tylko szukajmy oszczędności na tych, którzy najwięcej ostatnio zarabiali, na funduszach inwestycyjnych i bankach, a nie na zwykłych obywatelach" - mówił polityk PiS.

"To są wszystko, po pierwsze, jeśli chodzi o kwoty wpływów do budżetu, sumy niewielkie"

Podkreślił, że polityka prorodzinna to inwestycja w przyszłe pokolenia, w państwo. "To nie rodziny są winne temu, że mamy kryzys finansów publicznych, a instytucje finansowe i bankowe" - powiedział. Dlatego - jak dodał - lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie podatku bankowego niż "zabieranie rodzinom".

Pytany, czy - jego zdaniem - wśród propozycji premiera mogą się znaleźć takie, które PiS mógłby poprzeć, odparł: "Nasze doświadczenia wskazują, że obietnice w expose mają się nijak, nie miały związku z późniejszymi działaniami rządu. Zakładamy w związku z tym przez analogię, że tym razem pan premier powie ładne expose, w sposób bardzo płynny, taki propagandowo sprawny, ale później przyjdzie do działań i zwykli ludzie najbardziej stracą na tych cięciach".

Jak zapowiedział, PiS zamierza w tej kadencji zgłaszać projekty ustaw i wspierać takie projekty rządowe, "które pójdą w kierunku obciążenia kosztami kryzysu najbogatszych, tzn. instytucje, które się w dużej mierze do kryzysu przyczyniły". "Chodzi o podatek bankowy, chodzi o wybór między OFE a ZUS. (...) Cięcia na dzieciach, na dodatkach rodzinnych są złą drogą wyjścia z kryzysu finansów publicznych" - powiedział.

Według "Rzeczpospolitej", Tusk rozważa też zapowiedź podniesienia wysokości składek dla samozatrudnionych oraz likwidacji 50-proc. kosztów uzyskania przychodu dla twórców czy dziennikarzy. Hofman pytany był, czy PiS poparłby takie propozycje.

"To są wszystko, po pierwsze, jeśli chodzi o kwoty wpływów do budżetu, sumy niewielkie. A po drugie, w szczególności ta pierwsza propozycja dotyczącą samozatrudnienia idzie w kierunku utrudniania tworzenia nowych miejsc pracy, w związku z tym warto się zastanowić, czy gospodarka jest w takim miejscu, że należy ją przyduszać po to, by szukać oszczędności" - mówił.

PiS nie zgodzi się na likwidację KRUS

Jak dodał, widzi "w innych miejscach możliwości oszczędzania". "Centralne zakupy - tu jest spora możliwość, zwolnienie tych wszystkich urzędników, którzy są zatrudnieni tylko po to, by zaspokoić potrzeby PSL i PO pod względem politycznym. My mówiliśmy o tym - likwidacja gabinetów politycznych to też jest kilka miliardów" - wymieniał Hofman.

"To nie jest tak, że to uratuje budżet, ale jak się chce oszczędzać na twórcach i dziennikarzach, to być może warto by było dać sygnał, że zaczyna się oszczędzać od siebie" - powiedział.

Pytany, czy - według niego - mogą być problemy z powstawaniem koalicji PO-PSL, odparł: "Sadzę, że nie. PSL jest skazany na PO nie tylko dlatego, że nie ma już dotacji budżetowych, bo komornik zajął jego konta, ale także dlatego, że nawet ws. KRUS wydaje się, że Donald Tusk postanowił przeciągać jak najdłużej się da. I ten zapis w umowie koalicyjnej, o który toczy się spór, przegłosowania koalicjanta z innym partnerem quasi-koalicyjnym, czyli np. z Januszem Palikotem, PSL trochę martwi".

Jego zdaniem, "wiadomo, że chodzi o likwidację KRUS". Zapowiedział także, że PiS nie zgodzi się na likwidację KRUS. "On musi istnieć w formie być może z korektami, ale musi istnieć" - dodał.