Czesi wciąż nie dali Williamowi i Kate obiecanego oficjalnego prezentu ślubnego, którym miał być biały ogier ze słynnej stadniny w Kladrubach nad Labem. Media w Pradze uznają to za ogromny międzynarodowy wstyd. Rząd się tłumaczy - najpierw musimy zrobić wycenę kladrubskiego rumaka.
Od ślubu brytyjskiej pary książęcej minęło ponad 10 dni, a koń Favory Alta XXI wciąż przebywa w stadninie. Na przeszkodzie stoją skomplikowane procedury biurokratyczne, dotyczące kladrubskich koni, uznawanych za narodowe dziedzictwo Czech.
Aby Republika Czeska mogła wysłać konia z Kladrub za granicę, musi na to wyrazić zgodę rząd. Sprawa jak na razie nawet nie znalazła się w kalendarzu gabinetu Petra Neczasa.
"Nie mam pojęcia, jak długo to będzie trwało. Ale chyba nie będą to miesiące" - tłumaczyła rzeczniczka ministerstwa rolnictwa w Pradze Tereza Dvoraczkova. Dodała, że wszystkie niezbędne dokumenty są gotowe, brakuje tylko zgody rządu.
Tymczasem jak poinformował rzecznik rządu Jan Osuch, każdy dar państwowy podlega wycenie. "Resort rolnictwa ceny konia w czasie ostatniego posiedzenia rządu jeszcze nie znał" - zauważył.
Stadnina w Kladrubach powstała w XVI wieku. Do dziś hodowane są tam starokladrubskie siwki. Pierwotnie konie kladrubskie były hodowane w różnych wariantach maści, od końca XVIII wieku jest to maść czarna i biała.
Ta najstarsza rasa koni z Czech należy do ulubionych wierzchowców europejskich monarchów.
Czeskie media mają nadzieję, że biały rumak dla brytyjskiego następcy tronu i jego małżonki ostatecznie dotrze do Wielkiej Brytanii. Przypominają przy tym historię konia, którego królowej Elżbiecie II podarowała stadnina w Topolczanach; dar - mimo obietnic - nigdy nie odjechał ze Słowacji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu