Jak co roku w atmosferze politycznych sporów we Włoszech obchodzono w poniedziałek Święto Wyzwolenia, upamiętniające oswobodzenie kraju spod okupacji niemieckiej przez antyfaszystowską partyzantkę.
Reklama

Święta tego nie obchodzi część prawicy ze względu na lewicowe korzenie ruchu oporu.

Główne rocznicowe uroczystości z udziałem prezydenta Włoch Giorgio Napolitano odbyły się przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Ołtarzu Ojczyzny na Placu Weneckim w Rzymie. Podobnie jak wielokrotnie w latach poprzednich nie było premiera Silvio Berlusconiego.

Polityczne podziały, jakie zarysowują się zawsze 25 kwietnia, były okazją do wystosowania przez prezydenta apelu o zażegnanie sporów i napięć między przedstawicielami władz i instytucji, które utrzymują się w kraju także w związku z kampanią przed majowymi wyborami samorządowymi.

Podczas ceremonii Georgio Napolitano powiedział: "We wspólnym interesie leży, aby wymogi rywalizacji w perspektywie wyborów nie doprowadziły do tego, aby przeważyła logika ostrego i ślepego starcia".

Centrolewicowa opozycja skrytykowała nieobecność premiera Berlusconiego na uroczystości w Wiecznym Mieście.

Radykalne środowiska prawicowe są wręcz za zniesieniem tego święta. Opowiada się za tym między innymi eurodeputowany współrządzącej we Włoszech Ligi Północnej Mario Borghezio.

Postawa prawicy jest zawsze powodem ostrych kontestacji ze strony włoskiej skrajnej lewicy. W Mediolanie, obchodzącym we wtorek 66. rocznicę wyzwolenia przez partyzantkę, doszło do starć między kilkuset działaczami radykalnych środowisk lewicowych a policją. Demonstranci wznosili okrzyki: "Wszyscy jesteśmy antyfaszystami".

Z kilku regionów Włoch napłynęły doniesienia o chuligańskich wybrykach o wyraźnym politycznym tle.