Tomasz Wróblewski: Przegrywamy znowu my

Tomasz Wróblewski
Tomasz WróblewskiDGP
21 czerwca 2010

Słów i zaklęć narodowej zgody starczyłoby nie na jedną, ale kilka dobrych wojen domowych. I to prawdziwych, a nie tych urojonych. Polska nie jest krajem w stanie żadnej wojny. Nie jest krajem rozdartym. Różnią nas poglądy, status społeczny, wykształcenie i ścieżki, jakimi dochodziliśmy do dobrobytu. Ale nie dzieje się tu nic, co wykraczałoby poza standardy zachodniej demokracji. I chyba tylko wrodzona skłonność do dramatyzowania kazała niektórym wierzyć, że to rwanie szat narodowych, a nie zwykłe wybory. Przedstawienie o tyle napuszone, ile wygodne dla kandydatów i ich partii niezdolnych do dyskusji na twarde argumenty.

„DGP” od początku tej kampanii podkreślał, że jedynym autentycznym wrogiem nie są poszczególni kandydaci, tylko anachroniczna niemoc całej klasy rządzącej. Kolejne rządy przychodziły z maksymalistycznymi hasłami, które później obracały w minimalistyczne działania. Adaptowały szlachetne wartości, a potem doczepiały do nich strzępy swoich starych programów i chwytliwe pomysły opozycji. W zależności od temperatury przesuwały cały ten polityczny gulasz raz w lewo, raz w prawo. A potem i tak zapominały, co planowały.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.