Uczucie niedosytu – to ono dominowało wczoraj w sztabie wyborczym Bronisława Komorowskiego i wyzierało zza oficjalnych uśmiechów.
Zwycięstwo było tak blisko. Nie obejdzie się jednak bez drugiej tury. Niespełna 5 proc. różnicy między marszałkiem a jego głównym rywalem oznacza, że zdarzyć może się jeszcze wszystko.
„Bronek, Bronek” – skandowali zgromadzeni w sztabie Komorowskiego przy placu Trzech Krzyży, kiedy Donald Tusk wprowadzał marszałka z żoną do sali, w której wszyscy czekali na ogłoszenie wyników. Niektórzy zamiast „Bronek” skandowali „Donek”, ale nikomu to nie przeszkadzało. W sztabie kandydata PO zgromadziły się tłumy – aby wejść do środka trzeba było odstać w kolejce 45 minut. Nawet członkowie komitetu honorowego mieli kłopoty z wejściem do środka. Ale zamiast wielkiej fety był zawód.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.