Fraza o republice partyzanckiej, którą określano Białoruś po II wojnie światowej, nabrała nowego sensu. Jednym z ciekawszych zjawisk związanych z ruchem protestu są hakerzy z nieformalnej grupy Cyberpartyzanci.
Wczoraj jako Białoruski Front IT opublikowali oni swój manifest. „Nasz cel? Odsunięcie od władzy urzędników, którzy nie chcą słuchać głosu narodu ani służyć interesom Republiki Białorusi. Nasze sposoby jego osiągnięcia? Przenikanie do zamkniętych państwowych systemów teleinformatycznych. Wyszukiwanie materiałów naruszających interesy urzędników i struktur siłowych, i ich ujawnianie. Nasze zasady? Nie chcemy zemsty, ale wybieramy te same sposoby walki, które są wykorzystywane przeciw nam. Wsłuchujemy się w wolę narodu i uczciwie wybranej prezydent Swiatłany Cichanouskiej” – czytamy.
Równolegle hakerzy po raz kolejny zaatakowali stronę MSW metodą ddos, która polega na zablokowaniu witryny poprzez jednoczesną próbę wejścia na nią ze znacznej liczby komputerów. W piątek udało im się złamać zabezpieczenia strony państwowej telewizji Biełaruś 1. Transmisja w internecie została przerwana, a widzowie mogli zobaczyć film będący montażem najbardziej drastycznych scen z pacyfikacji trwających od 9 sierpnia protestów przeciw sfałszowaniu wyborów i brutalności milicji. – Białoruski naród powinien poznać prawdę – tłumaczył przedstawiciel Cyberpartyzantów rosyjskiemu kanałowi Dożd, zanonimizowany za pomocą syntezatora mowy.
Reklama
W ostatnich dniach media społecznościowe obiegł inny sensacyjny materiał. Informatycy za pomocą technologii rozpoznawania twarzy mieli ustalać tożsamość milicjantów noszących kominiarki.
Film rozpropagował m.in. kanał Nexta na Telegramie, popularnym na Białorusi komunikatorze internetowym. Redagowany z Polski Nexta dla setek tysięcy Białorusinów jest głównym źródłem informacji o wydarzeniach w kraju. „Z szacunkiem traktujemy publikacje Nexty, ale to wideo to fake. Nie wykluczamy wykorzystania systemów face recognition, ale w warunkach pokazanych na wideo takie systemy nie mogą działać” – pisze telegramowy kanał Kibier Partizany.
Jednak dezanonimizacja funkcjonariuszy to jedno z głównych zadań, które stawiają sobie hakerzy. Na początku września Nexta opublikował dane niektórych oficerów MSW. Ówczesny redaktor naczelny kanału Raman Pratasiewicz przyznawał, że bazę danych przesłali Nexcie Cyberpartyzanci.
„Dłużej nie dacie rady ukrywać się za maskami. Jeśli struktury siłowe wciąż będą wykazywać się okrucieństwem, dane zostaną opublikowane” – pisał. Informatycy próbowali też z mieszanymi efektami sparaliżować system rozliczeń międzybankowych i oprogramowanie służące do ściągania podatków, by w ten sposób utrudnić działanie systemu bankowego i pozbawić władze dochodów budżetowych.
Takie działania spotykają się z reakcją. W poniedziałek złamano zabezpieczenia portalu informacyjnego Kyky.org. Ludzie podpisani jako Cyberkontrpartyzanci umieścili na stronie wiadomość głosową. – Jesteśmy zwolennikami Łukaszenki. Funkcjonariusze uczciwie zarabiają pieniądze, rozpędzając tłumy nierozsądnych protestujących. Nie uznajemy takiego bezprawia i chcemy przywrócić sprawiedliwość. Wiedzcie, Cyberpartyzanci, że też nie jesteście bezpieczni i my się was nie boimy – głosił komunikat.
Telegramowy kanał Prowokatory 2020 od wielu tygodni publikuje dane dziennikarzy i działaczy opozycji, włącznie z ich adresami zameldowania. Do obrony szukuje się też państwo. Mikałaj Sieliwanau z administracji prezydenta Alaksandra Łukaszenki zarządził wzmocnienie zabezpieczeń państwowych stron WWW.
Cyberpartyzanci nawiązują do hasła o partyzanckiej republice, jak określano Białoruś po II wojnie światowej. Na terenie tej republiki pod niemiecką okupacją działały ogromne zgrupowania sowieckiej partyzantki, liczące w 1944 r. kilkaset tysięcy żołnierzy. Później działalność w podziemiu przez dekady służyła jako uzasadnienie do obejmowania ważnych funkcji partyjnych i republikańskich. Szefem sztabu ruchu partyzanckiego był przywódca Komunistycznej Partii Białorusi w latach 1938–1947 Pantielejmon Ponomarienko, a bogate doświadczenie w podziemiu mieli jego dwaj następcy, którzy w największym stopniu ukształtowali powojenną Białoruś radziecką – Kirył Mazurau (I sekretarz w latach 1956–1965) i Piotr Maszerau (1965–1980).